Autor: Katarzyna Bogoryja-Zakrzewska

  • Żeglarskie ABC – żeglarskie terminy, które warto znać przed rejsem

    Żeglarskie ABC – żeglarskie terminy, które warto znać przed rejsem

    Planujesz rejs morski lub chcesz zdobyć patent żeglarski? Żeglarstwo to nie tylko przygoda, ale i język pełen przydatnych pojęć. Poznanie ich przed rejsem pomoże ci lepiej zrozumieć ten świat. Poniżej znajdziesz słownik podstawowych terminów, które warto znać bez względu na to, czy dopiero zaczynasz, czy masz już doświadczenie na wodzie.

    Burta, Kambuz i Knaga: żeglarskie terminy, które warto znać

    Wchodząc w świat żeglarstwa, pierwszym krokiem jest zrozumienie języka używanego na pokładzie. Zacznijmy od podstaw – burta to bok łodzi. Rozróżnia się burtę lewą (bakburta) i prawą (sterburta), co ma kluczowe znaczenie przy manewrowaniu oraz komunikacji na wodzie. Kolejnym miejscem wartym poznania jest kambuz, czyli kuchnia jachtu – miejsce strategiczne dla każdego miłośnika kulinarnych przygód na morzu.

    Gdy jesteś już gotowy do podjęcia wyzwań związanych z cumowaniem, niezbędna okaże się znajomość knagi – elementu osprzętu służącego do mocowania lin. Właściwe użycie knagi pozwala utrzymać stabilność jednostki nawet w trudnych warunkach pogodowych.

    Przykład jachtu na pełnych żaglach podczas wyjazdu z The Boat Trip
    Przykład jachtu na pełnych żaglach podczas wyjazdu z The Boat Trip

    Żagle: serce każdego jachtu

    Żagle to nieodłączny element żeglugi, zarówno przy spokojnym rejsie, jak i długiej wyprawie. Dwa podstawowe rodzaje żagli to fok i grot:

    • Fok – Przedni żagiel, zwykle umiejscowiony przed masztem, pomaga w manewrowaniu i poprawia osiągi jachtu przy niższych prędkościach.
    • Grot – Główne żagiel, zamocowany za masztem, kluczowe dla stabilności i prędkości jachtu.

    Umiejętne ustawienie żagli wpływa zarówno na prędkość łodzi, jak i na komfort żeglugi.

    Nawigacja: sztuka przemieszczania się po wodach

    Podstawy nawigacji obejmują znajomość takich urządzeń jak kompas i GPS oraz umiejętność interpretacji map morskich. Nawigacja to także rozpoznawanie boi i świateł statków, co przypomina morski alfabet Morse’a, który prowadzi bezpiecznie ku portowi.

    Bez znajomości nawigacji trudno bezpiecznie przemieszczać się po akwenach, szczególnie na wodach otwartych. Nawigacji nauczysz się na naszych szkoleniach żeglarskich – sprawdż szczegóły.

    Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu

    Bezpieczeństwo to fundament każdego rejsu. Kluczowym elementem jest kapok – kamizelka ratunkowa, która powinna być zawsze pod ręką, zwłaszcza podczas niespodziewanych sytuacji. Ważne jest również przeszkolenie w zakresie udzielania pierwszej pomocy i znajomość procedur alarmowych. Dzięki odpowiedniemu przygotowaniu możesz skuteczniej reagować na wszelkie zagrożenia, jakie mogą pojawić się podczas rejsu.

    Dlaczego warto znać podstawy żeglarskiego języka?

    Żeglarstwo, jak każdy sport, ma swoje specyficzne słownictwo. Znajomość podstawowych pojęć ułatwia komunikację i zwiększa bezpieczeństwo. Dzięki nim lepiej zrozumiesz kapitana i instrukcje załogi, co pomoże ci pewniej manewrować na wodzie.

    Kluczowe pojęcia żeglarskie – co warto wiedzieć?

    Części kadłuba i konstrukcji jachtu

    • Bakista – Schowek lub skrzynka znajdująca się pod pokładem, służąca do przechowywania sprzętu lub zapasów.
    • Burta – Boczna część kadłuba łodzi; prawa (sterburta) i lewa (bakburta). 
    • Dziób – Przód kadłuba, przednia część łodzi.
    • Kil – Ciężki element na dnie jachtu, zapewniający stabilność i głębsze zanurzenie. Popularny na jachtach morskich.
    • Mesa – Główne pomieszczenie na jachcie, służące za salon i miejsce do wspólnego spędzania czasu.
    • Rufa – Tylna część kadłuba łodzi.
    • Zęza – Najniższa część kadłuba, gdzie zbiera się woda. 

    Elementy osprzętu i wyposażenia

    • Bom – Poziomy element przymocowany do masztu, na którym rozpięty jest grot (główny żagiel).
    • Bosak – Drąg z hakiem na końcu, używany do przyciągania lub odpychania jachtu od kei.
    • Knaga – Element służący do mocowania lin na jachcie, utrzymuje linę na miejscu.
    • Kambuz – Kuchnia na jachcie, gdzie przygotowuje się posiłki.
    • Jaskółka – Półka lub schowek na drobne przedmioty, umieszczona wewnątrz jachtu.
    • Linie żeglarskie – Liny na jachcie, takie jak fały, szoty i cumy, służą do sterowania żaglami oraz mocowania jachtu.

    Części żagli i masztu

    • Fok – Przedni żagiel, zwykle umieszczony przed masztem.
    • Genaker – Dodatkowy żagiel do żeglugi pełnym wiatrem, łączący cechy foka i spinakera.
    • Grot – Główny żagiel, zamocowany na maszcie i bomie.
    • Refowanie – Zmniejszanie powierzchni żagli w celu dostosowania ich do silniejszych warunków wiatrowych.
    • Spinaker – Lekki, duży żagiel balonowy, stosowany przy wiatrach z rufy.
    • Top – Szczyt masztu, najwyższy punkt jachtu, na którym czasem montuje się światła nawigacyjne lub urządzenia pomiarowe.

    Sterowanie i manewrowanie

    • Kilwater – Ślad na wodzie za jednostką, który tworzy się podczas ruchu łodzi.
    • Miecz – Ruchoma płetwa pod kadłubem, poprawia stabilność i kierunek jednostki, stosowana głównie na wodach śródlądowych.
    • Rumpel – Element połączony z płetwą sterową, używany do ręcznego sterowania jachtem.
    • Ster – Mechanizm do sterowania jachtem, może być ręczny (rumpel) lub w formie koła sterowego.
    • Zwrot – Manewr zmiany kursu jachtu względem wiatru, np. przez sztag (przodem do wiatru) lub rufę (tyłem do wiatru).
    • Manewry portowe – Czynności wykonywane podczas wchodzenia lub wychodzenia z portu, w tym cumowanie, odchodzenie od kei oraz stawanie w dryfie. Manewry portowe są ważnym elementem szkolenia żeglarskiego. Poznaj Akademię Skipperów i naucz się manewrów.

    Inne terminy żeglarskie

    • Akwen – Obszar wodny przeznaczony do żeglugi jak jezioro, rzeka lub morze.
    • Kapok – Kamizelka ratunkowa, która zapewnia bezpieczeństwo w wodzie podczas rejsu.
    • Kurs względem wiatru – Kąt, pod jakim jacht płynie względem wiatru; typowe kursy to półwiatr, baksztag, fordewind.
    • Sztormiak – Odzież ochronna przed deszczem i wiatrem, niezbędna w trudnych warunkach pogodowych.
    • Szkwał – Nagły, silny podmuch wiatru, który wymaga szybkiej reakcji załogi.
    • Flauta – Brak wiatru, co uniemożliwia żeglugę żaglową i wymaga użycia silnika.
    • Rejs morski – Wyprawa żeglarska na otwartym morzu lub oceanie, która może trwać od kilku dni do kilku tygodni.
    • Patent żeglarski – Uprawnienie do prowadzenia jednostek pływających, zdobywane po zdaniu egzaminu teoretycznego i praktycznego. W Polsce popularne patenty to Żeglarz Jachtowy i Jachtowy Sternik Morski.

    Rodzaje patentów żeglarskich – jak zdobyć uprawnienia?

    Aby samodzielnie prowadzić jacht, trzeba posiadać odpowiedni patent żeglarski. W Polsce dostępne są dwa główne rodzaje patentów, przyznawane przez Polski Związek Żeglarski po zdaniu egzaminu teoretycznego i praktycznego.

    • Żeglarz Jachtowy – To podstawowy patent, uprawniający do prowadzenia jachtów żaglowych po wodach śródlądowych oraz w strefie przybrzeżnej na morzu. Aby go uzyskać, trzeba zdać egzamin obejmujący wiedzę teoretyczną i umiejętności praktyczne.
    • Jachtowy Sternik Morski – Patent dla doświadczonych żeglarzy, pozwalający na prowadzenie jachtów morskich bez ograniczeń na wodach przybrzeżnych. Wymaga większego doświadczenia na wodzie i głębszej wiedzy teoretycznej.

    Patent daje nie tylko większe możliwości, ale także pewność siebie i umiejętności potrzebne na wodzie. Sprawdź naszą ofertę rejsów szkoleniowych w sezonie 2025, które pomogą przygotować się do egzaminu i zdobyć niezbędne umiejętności!

    Rejsy morskie w Chorwacji
    Rejsy szkoleniowe to świetna droga do zdobycia uprawnień

    Dlaczego warto wziąć udział w rejsie morskim?

    Rejs morski to doskonała okazja, by zdobyć doświadczenie na morzu, poznać tajniki żeglugi i odkryć piękno morskich tras. Podczas rejsu można nauczyć się manewrów, obsługi żagli i podstaw nawigacji. Jest to również możliwość poznania nowych miejsc, portów i akwenów, a także przeżycia niezapomnianych chwil z załogą. Dla wielu osób rejsy morskie stają się początkiem żeglarskiej pasji.

    Żeglarskie podsumowanie – przygotuj się na przygodę na wodzie!

    Znajomość terminów żeglarskich to pierwszy krok do bezpiecznej i przyjemnej żeglugi. Niezależnie od tego, czy planujesz zdobyć patent żeglarski, czy wypłynąć w rejs morski, znajomość terminologii żeglarskiej jest nieoceniona. Czas na przygodę! Pakuj sztormiak, poznaj załogę i wyruszaj na wodne wojaże, które przyniosą nowe doświadczenia i pozwolą lepiej zrozumieć piękno żeglarstwa.

    Szukasz rejsów w ciepłe, egzotyczne rejony? Sprawdź naszą ofertę wyjazdów na Karaiby, Seszele i Tajlandię w 2024!

  • Jak walczyć z chorobą morską? Sprawdzone sposoby

    Czym jest choroba morska i dlaczego nas dotyka?

    Choroba morska (sea sickness), znana również jako kinetoza, to rodzaj zaburzenia wynikającego z działania sprzecznych bodźców zmysłowych. Nasz organizm odbiera informacje o ruchu z oczu, uszu wewnętrznych i receptorów czuciowych w ciele. Gdy te sygnały się różnią, na przykład podczas rejsu, mózg może mieć trudności z ich interpretacją, co prowadzi do nudności, zawrotów głowy, a nawet wymiotów.

    Choroba morska dotyka zarówno dzieci, jak i dorosłych, a jej intensywność zależy od indywidualnej wrażliwości. Szacuje się, że nawet 80% osób może odczuwać jej objawy w trakcie długich rejsów. Co ciekawe, choroba morska może objawiać się z czasem — i to nawet u żeglarzy z wieloletnim doświadczeniem! W dzieciństwie mogliśmy jej nie doświadczać, a w życiu dorosłym nagle zaczyna nam przeszkadzać.

    Często na chorobę morską zaczynają skarżyć się kobiety po urodzeniu pierwszego dziecka, co może być związane z hormonalnymi zmianami w organizmie. Warto pamiętać, że każdy organizm reaguje inaczej, dlatego nawet osoby, które przez wiele lat nie miały problemów, mogą w pewnym momencie życia odczuwać objawy choroby morskiej.

    Jakie są objawy choroby morskiej?

    Objawy choroby morskiej mogą różnić się w zależności od osoby, ale najczęściej występują następujące symptomy:

    • Nudności i wymioty – najbardziej charakterystyczny symptom.
    • Zawroty głowy i brak równowagi.
    • Bladość skóry i nadmierne pocenie się.
    • Zmęczenie i uczucie dezorientacji.
    • Odwodnienie i brak apetytu

    Zrozumienie objawów to pierwszy krok w walce z chorobą morską. Kluczowe jest jednak zapobieganie jej jeszcze przed rozpoczęciem podróży.

    Dobrą wiadomością jest to, że na szczęście objawy choroby morskiej zwykle ustępują tuż po zakończeniu morskiej podróży. Organizm szybko wraca do równowagi, gdy tylko bodźce zmysłowe przestaną być sprzeczne.

    Sprawdzone sposoby na zapobieganie chorobie morskiej

    1. Wybierz odpowiednie miejsce na statku

    Wybór miejsca na statku może znacząco wpłynąć na Twoje samopoczucie. Jeśli to możliwe, staraj się spędzać czas na otwartym pokładzie. Przebywanie pod pokładem, gdzie nie widzisz horyzontu, może pogłębiać objawy choroby morskiej. Widok horyzontu pomaga mózgowi lepiej interpretować ruchy statku, co zmniejsza dezorientację sensoryczną. Na pokładzie łatwiej również dostarczyć organizmowi świeżego powietrza, które może łagodzić nudności i poprawiać ogólne samopoczucie. Unikaj ciasnych, dusznych przestrzeni – otwarta przestrzeń sprzyja szybszemu dostosowaniu organizmu do kołysania.

    Podczas choroby morskiej unikaj ciasnych przestrzeni
    Podczas choroby morskiej unikaj ciasnych przestrzeni

    2. Zadbaj o odpowiednie przygotowanie przed rejsem

    Przed wyruszeniem w podróż morską warto:

    • Unikać ciężkich posiłków na kilka godzin przed rejsem.
    • Nie spożywać alkoholu i ograniczyć kofeinę.
    • Zrelaksować się i zapewnić sobie odpowiednią ilość snu.

    3. Wypróbuj techniki oddechowe i relaksacyjne

    Stres i niepokój mogą nasilać objawy choroby morskiej. Głębokie, powolne oddychanie pomaga uspokoić organizm i zmniejszyć napięcie.

    Co zrobić, gdy choroba morska już się pojawi?

    1. Skieruj wzrok na horyzont

    Skupienie wzroku na stałym punkcie, takim jak horyzont, może pomóc mózgowi lepiej interpretować ruch i zminimalizować objawy.

    2. Zastosuj naturalne środki

    • Imbir – znany od wieków jako remedium na nudności. Możesz spożywać go w formie herbaty, kapsułek lub cukierków.
    • Mięta pieprzowa – jej olejek lub herbata mają działanie łagodzące.
    • Oddychaj – świeże powietrze to ulga dla organizmu

    3. Skorzystaj z opasek akupresurowych

    Specjalne opaski na nadgarstki, wywierające nacisk na punkt Nei-Kuan, mogą przynieść ulgę w objawach choroby morskiej.

    4. Odpoczywaj w odpowiedniej pozycji

    Jeśli poczujesz się źle, połóż się na plecach w dobrze wentylowanym miejscu. Staraj się nie zamykać oczu, aby mózg lepiej radził sobie z bodźcami.

    Jak walczyć z chorobą morską

    Leki na chorobę morską – kiedy warto je stosować?

    Dla osób szczególnie wrażliwych na chorobę morską dostępne są leki przeciwwymiotne i preparaty przeciwdziałające kinetozy. Popularne substancje to:

    • Dimenhydrynat – dostępny w tabletkach lub gumach do żucia.
    • Skopolamina – w formie plastrów przyklejanych za uchem.

    Pamiętaj jednak, aby przed zażyciem jakiegokolwiek leku skonsultować się z lekarzem.

    Czy chorobę morską można wyleczyć?

    Choroba morska nie jest chorobą w tradycyjnym sensie, dlatego nie istnieje jedno skuteczne leczenie. U większości osób objawy ustępują po kilku godzinach lub dniach na morzu. Regularne podróże mogą również pomóc organizmowi przyzwyczaić się do ruchu fal.

    Podsumowanie

    Choroba morska może być uciążliwa, ale istnieje wiele skutecznych sposobów na jej zapobieganie i łagodzenie objawów. Kluczowe jest odpowiednie przygotowanie przed rejsem, wybór właściwego miejsca na statku oraz stosowanie sprawdzonych metod, takich jak imbir, opaski akupresurowe czy leki. Dzięki tym wskazówkom każda morska podróż może stać się przyjemniejsza, nawet dla osób wrażliwych na kołysanie.

    Nie pozwól, aby choroba morska zrujnowała Twoje wakacje – zastosuj powyższe rady i ciesz się pełnią morskich przygód!

  • Zwiedzanie wnętrza jachtu morskiego – wszystko, co musisz wiedzieć o życiu na pokładzie

    Marzysz o rejsie i chcesz poznać, jak wygląda życie na jachcie morskim? Przygotowaliśmy przewodnik po wnętrzu jachtu, który pozwoli Ci odkryć, jak funkcjonuje ten wyjątkowy dom na wodzie.

    Jak wejść na pokład jachtu?

    Wyobraź sobie, że przyjeżdżasz do mariny po raz pierwszy. Podekscytowanie rośnie, kiedy szukasz swojego jachtu. Jest! Widzisz go, teraz czas wejść na pokład. Ale jak?

    Aby dostać się na pokład jachtu morskiego, korzystamy z „Strapu” – to deska, po której przechodzimy z kei na pokład. Strap zabieramy za każdym razem, gdy opuszczamy marinę, aby później, w kolejnym porcie, móc swobodnie zejść na ląd. Po wejściu na pokład zauważysz stolik pokładowy, przy którym spożywane są wspólne posiłki. Stolik jest składany podczas żeglugi, aby było więcej miejsca na manewry i dla załogi.

    Pokład jachtu – przestrzeń do wypoczynku i manewrów

    Po zapoznaniu się z pokładem jachtu czas zejść pod pokład. Tutaj czeka przestronny salon, idealny na wspólne spędzanie czasu, szczególnie w czasie niepogody. Znajdują się tu liczne schowki, zwane „jaskółkami”, gdzie można przechowywać prywatne rzeczy i żywność. W salonie znajduje się także duży stół, który można opuścić, aby stworzyć dodatkowe miejsce do spania – to wygodna opcja, dzięki której można zabrać na pokład dodatkowe dwie osoby!

    Pokład na jachcie
    Pokład na jachcie The Boat Trip

    Kambuz czyli kuchnia na jachcie

    Kambuz, czyli jachtowy aneks kuchenny, to miejsce, gdzie przygotujesz posiłki. Znajdują się tutaj wszystkie niezbędne sprzęty: płyta gazowa przymocowana w sposób umożliwiający gotowanie nawet przy przechyłach, lodówka na świeżą żywność, zlew z kranem na wodę słodką i morską oraz sztućce i naczynia.

    Salon jachtu Oceanis 43
    Salon jachtu Oceanis 43

    Kajuty – wygodne sypialnie

    W zależności od modelu jachtu morskiego znajdziesz na nim od 3 do 5 zamykanych kajut – miejsc, w których można wygodnie spać. W kajutach znajdują się zarówno łóżka podwójne, idealne dla par, jak i piętrowe. Dzięki licznym jaskółkom nie zabraknie Ci miejsca na przechowywanie rzeczy, ale warto pamiętać, aby zabrać miękką torbę lub worek żeglarski – sztywne walizki mogą być trudne do przechowania. Wskazówki o pakowaniu na rejs morski znajdziesz tutaj.

    Wiele osób obawia się, że bujanie jachtu będzie przeszkadzało im w zaśnięciu. Jest wręcz przeciwnie! Delikatne bujanie fal, ukołysze Was wieczorem do snu i spokojnie prześpicie całą noc. Jedna z uczestniczek naszego rejsu opowiada o tym w swoim vlogu z rejsu!

    Kajuta jachtu
    Kajuta jachtu

    Łazienki na jachcie

    Każdy jacht morski wyposażony jest w kilka łazienek z WC, umywalką i prysznicem, co zapewnia komfort nawet podczas długich przelotów czy postoju na kotwicy. Skorzystanie z łazienki na jachcie jest często wygodniejsze niż czekanie na sanitariaty w zatłoczonych marinach.

    Łazienka na jachcie

    Mamy nadzieję, że ten artykuł przybliżył Ci życie na jachcie morskim. Jeśli masz pytania, piszcie do nas info@theboattrip.eu – chętnie rozwiejemy wszystkie wątpliwości!

  • 10 najczęstszych pytań o rejsy jachtem – wszystko, co musisz wiedzieć przed wyprawą!

    Rejsy jachtem to coraz popularniejsza forma spędzania wakacji, ale dla wielu osób wciąż stanowią temat pełen pytań i wątpliwości. Zebraliśmy 10 najczęściej zadawanych przez Was pytań i udzieliliśmy na nie szczegółowych odpowiedzi. Mamy nadzieję, że ten artykuł rozwieje Wasze wątpliwości i pomoże w przygotowaniach do wymarzonego rejsu.

    1. Czy muszę mieć doświadczenie żeglarskie, aby wziąć udział w rejsie jachtem?

    Absolutnie nie! Każdy jacht jest prowadzony przez profesjonalnego, doświadczonego Skippera The Boat Trip. To on zadba o wszelkie kwestie techniczne oraz żeglarskie Waszego rejsu. Pamiętajcie jednak, że czasem będzie on potrzebował dodatkowych rąk do pracy, zwłaszcza  przy manewrach! Spokojnie – wcześniej otrzymacie jasne instrukcje, a satysfakcja z uczestnictwa w pracy załogi jest gwarantowana!

    Kim są Skipperzy The Boat Trip?

    Skipperzy The Boat Trip to ludzie, którzy ukończyli naszą Akademię Skipperów. Nigdy nie zatrudniamy ludzi “z ulicy”, dzięki czemu mamy pewność, że podczas rejsu jesteście pod opieką najwyższej klasy profesjonalistów, którzy czuwają nad Waszym bezpieczeństwem oraz nad tym, aby Wasz rejs jachtem był niezapomnianą przygodą.

    Nasi Skipperzy to ludzie młodzi, żyjący pasją do żeglowania i pragnący dzielić się tą pasją z innymi. Mają łatwość w nawiązywaniu nowych relacji, co sprawia, że już po pierwszym wieczorze spędzonym w gronie współzałogantów poczujecie się jak jedna rodzina. Bardzo często zdarzają się sytuacje, iż załoga tak mocno zżyje się ze swoim skipperem, że uczestnictwo w następnym rejsie warunkuje tym, że jacht poprowadzi ten sam skipper!

    Rejs Jachtem ze Skipperem

    3. Jak wygląda mieszkanie na jachcie?

    Podczas naszych rejsów morskich pływamy na jachtach bardzo nowoczesnych i komfortowych. Na ich pokładzie znajdziecie w pełni wyposażoną kuchnię, kilka łazienek, w tym co najmniej jedna z prysznicem, oraz radio, które umili Wam czas spędzony na jachcie. Podczas postojów w marinach będziecie mieli dostęp do gniazdek 230V znajdujących się na jachcie.

    Poza mariną, macie dostęp do gniazdek 12V, które pozwolą Wam podładować telefon lub aparat. “Wszystko fajnie, ale gdzie ja będę spać?” Każdy jacht jest wyposażony w co najmniej 3 kajuty, czyli prosto mówiąc – sypialnie. Zazwyczaj są to kajuty 2-osobowe, z dużym dwuosobowym łóżkiem lub z łóżkiem piętrowym. Więcej o budowie jachtu możecie przeczytać tutaj.

    4. Jak wygląda typowy dzień na jachcie?

    To jak wygląda dzień na jachcie zależy w głównej mierze od kategorii rejsu, w którym bierzecie udział oraz od Was! Przecież to Wasz urlop i powinniście spędzić go tak jak chcecie.

     

    Jednak żebyście mieli jakiś pogląd sytuacji, postaramy się Wam pokrótce przybliżyć jak to mniej więcej wygląda.

     

    • Na rejsach z kategorii Sail & Party, zmęczeni imprezowaniem do późnych godzin nocnych, wstajemy zazwyczaj troszkę później. Ogarniamy się bez spiny, aby około 11 wypłynąć z mariny. Po oddaniu cum, gdy Skipper swym czujnym okiem dogląda jachtu, pozostali członkowie załogi mają chwilę na relaks i odpoczynek przed następnymi przygodami. Po południu stajemy zwykle na Day Stop Party, czyli imprezę na jachtach. To właśnie wtedy do gry wkraczają Wasze ulubione dmuchańce! Zwykle na największym jachcie z floty lub po prostu tym najbardziej imprezowym, urządzamy parkiet, gdzie przy rytmach muzyki granej przez naszego DJ’a możecie potańczyć w strojach kąpielowych, z egzotycznym drinkiem w ręku. Niezapomniane przeżycie! Gdy już ucichnie muzyka, czas będzie rozłączyć tratwę i udać się w kierunku mariny. Po zacumowaniu jachtu będziecie mieli czas na odświeżenie się i spożycie późniejszego obiadu. Zazwyczaj około 22 udajemy się już w kierunku klubu, aby imprezować do późnych godzin nocnych. To, o której skończycie imprezę zależy tylko i wyłącznie od Was. Bylebyście zdążyli wrócić na jacht przed wypłynięciem dnia następnego!
    • O tym jak wygląda typowy dzień na rejsie z kategorii Sail & Explore możecie przeczytać tutaj.

    5. Co będziemy jeść podczas rejsu?

    To co będziecie jeść podczas rejsu jachtem zależy w głównej mierze od Waszych preferencji. Niektóre załogi preferują przygotowywanie wszystkich posiłków we własnym zakresie, podczas gdy inne wolą stołować się w lokalnych restauracjach i knajpach.

    Miejscowości, w których cumujemy charakteryzują się zazwyczaj szeroką ofertą gastronomiczną, więc każdy znajdzie coś dla siebie, zaczynając od małych knajpek z Souvlakami aż po ekskluzywne restauracje serwujące seafood.

    Bez względu jednak na to gdzie zdecydujecie się stołować podczas swojego rejsu jachtem, zazwyczaj pierwszego dnia robimy duże zakupy w lokalnym supermarkecie. Kupujemy składniki na śniadania, obiady i kolację, ale nie zapominamy też o przekąskach – przecież coś trzeba jeść podczas całego dnia spędzonego na wodzie!

    W następnych dniach rejsu będziemy już tylko uzupełniać nasze zapasy w lokalnych sklepach, co pozwoli nam zaoszczędzić sporo pieniędzy!

    Typowa kolacja podczas rejsu jachtem

    6. Czy będę na jachcie z ludźmi w moim wieku?

    Zawsze podczas przydzielania Was do poszczególnych załóg kierujemy się przede wszystkim wiekiem oraz płcią uczestników. Staramy się przydzielić Was do załóg z ludźmi w zbliżonym wieku, aby zapewnić Wam łatwość kontaktu z nowo poznanymi osobami. Dążymy również do tego, aby na jachtach był zachowany parytet płci. Przy tym wszystkim, pamiętamy o Waszych preferencjach, które zgłaszacie podczas składania rezerwacji i zawsze staramy się brać je pod uwagę przy przydzielaniu załóg.

    7. Czy mogę mieć chorobę morską?

    Większość naszych rejsów morskich odbywa się na stosunkowo spokojnych wodach, gdzie zafalowanie nie jest zbyt duże. Skutkuje to raczej niewielkim bujaniem, a co za tym idzie ryzyko, że będziecie mieli chorobę morską jest raczej niewielkie.

    Należy jednak pamiętać, iż wszystko to jest kwestią dość mocno indywidualną. Sporadycznie zdarza się, że któryś z uczestników cierpi na tę dolegliwość, lecz są to raczej pojedyncze przypadki.

    Zapewniamy Was również, że przez wszystkie lata żeglugi opracowaliśmy kilka sprawdzonych sposobów jak walczyć z chorobą morską podczas rejsu jachtem, więc nie macie się czego obawiać!

    8. Czy mogę stanąć za kołem sterowym?

    Pewnie! Zawsze zachęcamy uczestników naszych rejsów do rozwijania swojej żeglarskiej pasji. Rejs jachtem to idealna okazja, aby pod czujnym okiem doświadczonego skippera zdobywać doświadczenie żeglarskie i się rozwijać. Nasi skipperzy chętnie dzielą się swoją wiedzą, którą możecie od razu przetestować w praktyce. Kto wie, może w przyszłości to Ty poprowadzisz jacht na naszym rejsie?

    Podczas rejsu jachtem staniesz za kołem sterowym!

    9. Co zabrać ze sobą na rejs?

    Część z Was myśli, że do uczestnictwa w rejsie niezbędne są specjalistyczne ubrania, sprzęt itp. Nic bardziej mylnego! Tak naprawdę, zawartość torby którą zabierzecie na rejs jachtem powinna być bardzo zbliżona do tego, co zabieracie na swoje standardowe wyjazdy wakacyjne. Pamiętajcie jednak, że to co znajdzie się w Waszym bagażu powinno być w głównej mierze podyktowane destynacją do której się wybieracie oraz terminem wyprawy. Więcej o pakowaniu na rejs jachtem i o naszych sprawdzonych sposobach na pakowanie możecie przeczytać tutaj.

    10. Kiedy najlepiej pojechać na rejs?

    Każda pora roku jest dobra, aby jechać na rejs jachtem! Pozostaje jedynie kwestia wyboru odpowiedniej destynacji. Od maja do października najlepiej udać na podbój takich krajów Chorwacja, Grecja, Czarnogóra, czy Hiszpania. Destynacje te mają tę zaletę, że pogoda jest pewna, a znajdują się one w Europie, więc koszty dostania się na rejs jachtem również nie będą szczególnie wysokie. Poza miesiącami wakacyjnymi polecamy wybrać coś bardziej egzotycznego. Nawet nie wyobrażacie  sobie jak cudownie jest uciec od jesiennej chandry, gdzieś do ciepłych krajów… Szczególnie rekomendujemy Wam Malezję, Karaiby, Seszele oraz Tajlandię, która staje się coraz bardziej popularna wśród europejskich turystów.

    Mamy nadzieję, że po przeczytaniu powyższego tekstu kwestia rejsów jachtem stała się dla Was choć troszkę jaśniejsza. Jeśli nurtują Was jeszcze jakieś pytania na ten temat, a nie znaleźliście na nie odpowiedzi tym poście, zachęcamy do podzielenia się nimi w komentarzach. Chętnie na nie odpowiemy!

  • 5 największych zalet podróżowania jachtem – dlaczego warto spróbować?

    Dzisiaj chcielibyśmy Wam przedstawić  5 największych zalet podróżowania jachtem! Temat niezmiernie ciekawy, bo cały czas wydaje nam się, iż nie wszyscy zdają sobie sprawę z wielu zalet, które niesie ze sobą wybór takiej formy podróży. Zaczynajmy!

    1. Codziennie nowe miejsce – bez rutyny!

    Podróżując jachtem na pewno nie popadniesz  w rutynę, ponieważ codziennie cumujemy w innym miejscu! Przeważnie podczas naszych rejsów kilka nocy spędzamy zatrzymując się w miejskich marinach, gdzie po zaparkowaniu jachtu możecie spokojnie zejść na stały ląd, skorzystać z sanitariatów w marinie i przespacerować się po lokalnej miejscowości.

     

    Kilka razy podczas naszego rejsu stajemy również na dziko, czyli poza mariną. Zazwyczaj zatrzymacie się wtedy w malowniczej zatoczce, aby spokojnie rzucić kotwicę i spędzić tam noc. Gdybyście jednak chcieli przeprowadzić eksplorację okolicznej wysepki, to zawsze możecie poprosić Waszego skippera, aby zabrał Was tam “dingasem”, czyli w prostych słowach – Waszym ulubionym pontonem z silniczkiem.

    Pomimo że podczas takiego cumowania nie będziecie mieli możliwości samodzielnego zejścia na stały ląd, to nadal będziecie mogli skorzystać z łazienek z prysznicami, które dostępne są na jachcie oraz wejść 12V, aby doładować sobie telefon. Stawanie na dziko ma również jedną ogromną zaletę! Możemy cumować w miejscach położonych w niewielkiej odległości od głównych atrakcji turystycznych. Skutkuje to tym, że…

    2. Możemy dotrzeć do atrakcji turystycznych przed tym, aż dotrą tam tłumy turystów z lądu

    Kojarzycie słynną plażę z wrakiem na Zakynthosie? Zwykle jest to miejsce bardzo zatłoczone, w którym bardzo ciężko jest zrobić dobre zdjęcie, bo zawsze jest tam chmara turystów. A teraz spójrzcie na tą fotkę!

    podróżowanie jachtem dlaczego warto

    To zdjęcie wykonaliśmy podczas tegorocznego rejsu po Wyspach Jońskich. Ilość innych ludzi na plaży: 0! Powiecie “To nie możliwe. To fotomontaż” Nic bardziej mylnego!  Mieliśmy okazję wykonać takie piękne zdjęcie dzięki temu, iż dzień wcześniej popłynęliśmy w okolicę tej sławnej miejscówki, rzuciliśmy kotwicę i spędziliśmy tam noc. Następnego poranka udaliśmy się dingasami na eksplorację plaży z wrakiem!

     

    Jest to niewątpliwie jedna z największych zalet podróżowania jachtem! Możemy dotrzeć w turystyczne miejsca na tyle wcześnie, że nie zastaniemy tam jeszcze żadnych turystów! Dzięki temu nie tylko zrobimy sobie super zdjęcia, ale również spojrzymy na te miejsca z zupełnie innej perspektywy. Po takim porannym zwiedzaniu, możemy wrócić spokojnie na jacht, zjeść śniadanie i bezpośrednio ruszyć w dalszą drogę!

    3. Komfort i wygoda – wszystko pod ręką

    Spędzając dni na jachcie wszystko mamy pod ręką! W dowolnym momencie możecie sięgnąć do zamrażarki, aby już po chwili mieć w ręku pysznego, chłodnego drinka! W pełni wyposażona kuchnia pozwala Nam przygotować posiłki jakie tylko zechcemy. Niektórzy z uczestników naszych rejsów tak pokochali gotowanie w kambuzie, że przygotowują tam wielodaniowe uczty, łącznie z ciastem na deser, które pieką w jachtowym piekarniku!

     

    Jachty którymi pływamy podczas naszych rejsów morskich można by określić mianem pływających hoteli. Dosłownie! Znajdziecie na nich kilka łazienek, spory salon oraz zamykane sypialnie, nazywane kajutami. Są to przestronne pomieszczenia z dużą ilością przestrzeni na Wasze rzeczy. Jednak aby dobrze z nich skorzystać, należy odpowiednio spakować się na rejs morski, dlatego polecamy Wam ten poradnik. Po dniu pełnym wrażeń możecie odpocząć przy zewnętrznym stoliku, delektując się pięknym widokiem na morze, którego nie doświadczycie nigdzie indziej!

    podróżowanie jachtem dlaczego warto

    4. Pokonywanie kolejnych mil morskich to czysta przyjemność

    Często chcąc przemieścić się drogą lądową, musimy spędzić długie godziny w ciasnym samochodzie, co bywa bardzo męczące. Podróżowanie jachtem jest tego zupełnym przeciwieństwem. Pokonywanie kolejnych mil morskich to czysta przyjemność!

     

    Profesjonalny skipper jest odpowiedzialny za prowadzenie jachtu, podczas gdy Wy możecie się oddać swoim ulubionym zajęciom. Nadrobić zaległości w lekturach, uciąć sobie drzemkę w hamaku albo delektować się chłodnym drinkiem. Każdy spędzi podróż komfortowo, aby po dopłynięciu do naszej następnej destynacji być w pełni wypoczętym i gotowym na niesamowite atrakcje! O tym jak wygląda typowy dzień na rejsie z kategorii Sail & Explore możecie przeczytać więcej tutaj. 

    podróżowanie jachtem dlaczego warto

    5. Dostęp do atrakcji nieosiągalnych z brzegu

     

    Często w ciągu dnia zatrzymujemy się na tzw. Day Stopy. Rzucamy wtedy kotwicę w malowniczej zatoczce i mamy czas, aby ochłodzić się w wodzie. Zatrzymujemy się również w najlepszych spotach do snorkelingu, abyście mogli nurkować z żółwiami albo podziwiać przepiękne rafy! Udostępniamy Wam również Subwing, czyli proste urządzenie które umożliwia płynięcie pod wodą będąc jednocześnie ciągniętym za jachtem. Tym którym ciężko jest to sobie wyobrazić, polecamy ten filmik. Zapewniamy Was, że jest to po prostu niesamowite przeżycie!

    podróżowanie jachtem dlaczego warto

    Podróżowanie jachtem to coś więcej niż tylko przemieszczanie się między miejscami. To połączenie przygody, komfortu i unikalnych doświadczeń, które pozostaną w Waszej pamięci na lata.
    Czy zgodzicie się z naszymi wnioskami? A może macie inne przemyślenia? Podzielcie się nimi w wiadomościach i rozpocznijcie swoją morską przygodę już teraz!

  • Typowy dzień na rejsie z kategorii Sail & Explore

    Ostatnio pisaliśmy na blogu o tym jak należy spakować się na rejs morski. Jednak wielu z Was pewnie zastanawia się jak w ogóle wygląda typowy dzień podczas rejsu z kategorii SAIL & EXPLORE! Dlatego w dzisiejszym poście postaramy się Wam to troszkę przybliżyć. Pamiętajcie jednak, że to jak dokładnie będzie wyglądał Wasz dzień na rejsie, zależy w głównej mierze od… Was! To przecież Wasz urlop, więc powinniście spędzić go tak jak sobie wymarzyliście!

    Poranek na rejsie

    Często będziecie budzeni delikatnym, miarowym kołysaniem jachtu przez poranne fale. Zwłaszcza podczas naszych rejsów po Tajlandii, Karaibach i Seszelach, cumowanie na kotwicach jest bardzo popularne. Wypływamy zazwyczaj dość rano i od razu obieramy kurs na następną przygodę! Nie musisz się jednak obawiać wczesnego wstawania. Skipper wszystkim się zajmie, abyście mogli spokojnie wypocząć się przed dniem pełnym wrażeń.

     

    Gdy wszyscy już wstaną z łóżek, pora na śniadanie pod żaglami. Nasze rejsy morskie odbywają się głównie w ciepłych krajach, więc na śniadanie warto zjeść coś lekkiego, np. Świeże owoce kupione od lokalsów! Nie może też zabraknąć gorącej, aromatycznej kawy, która od razu postawi Was na nogi!

    Śniadanie na rejsie morskim

    Przedpołudnie

    Po śniadaniu czas na chwilę chill out’u! Podczas gdy Wasz Skipper prowadzi jacht w kierunku następnej destynacji, Wy możecie rozkoszować się zasłużonym urlopem wylegując się na słońcu. Już po kilku godzinach żeglugi, staniecie na Day Stopa, podczas którego będziecie mieć okazję wskoczyć do wody i schłodzić swoje rozgrzane ciała. Najczęściej na taki postój wybieramy malowniczą zatoczkę, abyście mogli delektować się ciszą, spokojem oraz bliskością lokalnej przyrody. Rejs morski to  również świetna okazja do odkrywania podwodnego świata! Podczas Daystopów uprawiamy snorkeling i to w nie byle jakich spotach! Jeżeli będziecie mieli trochę szczęścia to podczas rejsu na Karaibach możecie na przykład nurkować z żółwiami! A to wszystko jeszcze przed obiadem!

    Popołudnie

    Zwykle w godzinach wczesnopopołudniowych dopływacie do docelowej lokalizacji. Zazwyczaj jest to pora, w której wszyscy robią się głodni i wtedy macie dwie opcje: pójść na obiad do knajpy i skosztować wybornego, lokalnego jedzenia lub przygotować swój obiad w kambuzie. Dla tych z Was, którzy nie za bardzo orientują się w żeglarskiej nomenklaturze śpieszymy z wyjaśnieniem! Kambuz jest to w pełni wyposażona, bardzo funkcjonalna kuchnia na jachcie. Znajdziecie w niej wszystko, czego potrzebujecie, aby komfortowo ugotować swój obiad. Często jesteśmy świadkami tego, jak uczestnicy podczas rejsu morskiego przygotowują na jachcie prawdziwe UCZTY! I nic dziwnego! Świeże produkty, aromatyczne przyprawy i lokalne wino sprawiają, że gotowanie na jachcie morskim to czysta przyjemność!

    Wieczór

    Po aktywnie spędzonym dniu czas na chwilę relaksu! Polecamy wieczorny spacer po miasteczku. Podczas spokojnego przechadzania się zabytkowymi, wąskimi uliczkami, warto zacząć rozglądać się za miejscem, aby gdzieś usiąść. Polecamy Wam wybrać miejsce, które Wam się po prostu podoba! Spędzicie tutaj miło wieczór, popijając lokalne trunki, czując się przez chwilę jak lokalsi.

    Noc

    Tych, którzy nadal będą żądni przygód zabierzemy na lokalną imprezę, aby mogli bawić się jak prawdziwi odkrywcy! Imprezujemy w najlepszych lokalnych miejscówkach. Będziesz miał okazję zatańczyć na plaży! Imprezować na trzydziestym piętrze w hotelu w Bangkoku! Na luksusowym katamaranie! Możesz być pewny, że będzie to niezapomniana noc!

    Mamy nadzieję, że przybliżyliśmy Wam nieco to, jak wygląda dzień na rejsie morskim. Możecie być pewni, że każdy z dni spędzony na jachcie jest wyjątkowy i niepowtarzalny, pełen wrażeń i nowych doświadczeń. Już za tydzień odpowiemy na 10 najczęstszych pytań na temat rejsów morskich.

     

  • Przewodnik żeglarski po wyspach zielonego przylądka Cz. 3 – Fogo, Brava oraz Sao Antao

    W trzeciej, ostatniej już części naszego poradnika żeglarskiego o Wyspach Zielonego Przylądka, opowiemy Wam o trzech ostatnich wyspach archipelagu: Fogo, Brava oraz Sao Antao. Jeżeli nie mieliście okazji przeczytać poprzedniej części poradnika, to znajdziecie ją TUTAJ. Miłej lektury!

    FOGO

    Wulkan na wyspie Fogo

    Na Fogo mamy nieco ponad 50 mil morskich z wiatrem. Wypływamy na noc, dopływamy tam z samego rana. Płyniemy z falą, 6 węzłów na samym foku, jest bardzo przyjemnie – tym bardziej że spowita w mgły wyspa Fogo dostarcza o świcie niesamowitych widoków. Cumujemy w Vale de los Cavaleros, jedynym „porcie” wyspy, kilka kilometrów na północ od jej stolicy, Sao Felipe. Port jest bardzo dobrze osłonięty, ale raczej przemysłowy – przy czym oznacza to cumujący tu do nabrzeża jeden duży statek. My rzucamy kotwicę, a długą cumę pomaga nam do lądu przywiązać lokalny murzyn (jak zawsze musimy mu dać trochę pieniędzy za jego „usługę”). Na lądzie od razu obskakują nas lokalni nagabywacze, proponujący różnego typu deale wiązane (wycieczka + pilnowanie pontonu + pilnowanie jachtu). Dodatkowo w portowym oddziale policji trzeba załatwić jakieś formalności i uiścić opłatę (chyba za postój).

    Po dogadaniu ceny wycieczki wyjeżdżamy na całodniowe zwiedzanie – pierwszy stop to Sao Felipe. Miasteczko jest bardzo urokliwe, typowo kolonialne, z pięknymi kamienicami i pięknymi uliczkami. Co uderza – wszędzie pusto, ale może to kwestia pory dnia.

    Po krótkim spacerze po mieście wsiadamy z powrotem do naszego busika (tak, tu też zwiedzamy busikiem) i zaczynamy wspinać się na górę, na wulkan. Droga naprawdę jest stroma i pokonujemy sporą różnicę wysokości. W miarę upływu czasu krajobraz zaczyna się zmieniać, dominują ogromne czarno-szare pola zastygłej lawy. Co jakiś czas widzimy jeden ze słynnych „domków z lawy” – czyli małych okrągłych chatek zbudowanych z zastygłej lawy właśnie.

    Wulkan na Fogo jest czynny, a ostatnia erupcja miała miejsce na kilka miesięcy przed naszym przyjazdem – doświadczamy tego w momencie, kiedy brukowana droga kończy się nagle około 2-metrowej wysokości murem z zastygłego języka lawy. Wygląda to niesamowicie.

    Zablokowana droga na wyspie Fogo

    Stajemy i wysiadamy przespacerować się po gorącym jeszcze zboczu góry, niestety nie da się dojść na szczyt – żwir staje się zbyt gorący, jest też niebezpieczeństwo kolejnych erupcji. Wracamy więc do busa i omijając przeszkodę z zastygłej lawy jedziemy „na dziko” wzdłuż krawędzi języka. Droga jest niesamowita, a widoki czysto księżycowe. Dojeżdżamy do miejsca, skąd już na piechotę idziemy do wioski zalanej przez lawę ledwie kilka miesięcy wcześniej. Widoki nie do opisania. Ciekawostką jest fakt, że do wioski zaczynają już wracać ludzie, którzy odkuwają swoje domy z zalegającej lawy i budują nowe. Ich determinacja jest niezwykła.

    Krajobraz wulkaniczny wyspy Fogo

    Ogólnie, Fogo to jak dotąd jeden z większych highlight’ów wyjazdu, będąc na Cabo po prostu trzeba tam pojechać. Spędzamy na wyspie jeszcze całą noc, a następnego rana, o świcie, wyruszamy z lekkim żalem w kierunku pobliskiej Bravy.

    BRAVA

    Z Fogo na Bravę jest zaledwie około 11 mil morskich, niemniej nie bez przyczyny w locji piszą, że to bardzo niebezpieczny przesmyk. Mimo wiatru w rufę wyraźnie odczuwamy dużą, około 3-metrową falę. Na szczęście wiatr który wzmaga się w tym przesmyku do 30 węzłów sprawia, że dystans pokonujemy w niecałe półtorej godziny i jeszcze przed 10 bezpiecznie cumujemy w zatoce Furna.

    Zatoka niewielka, ciekawa – osłonę od fali jachty mają tu dopiero w samej zatoce, około 150metrów od brzegu. I z fali 3-metrowej robi się nagle płaska woda. Na brzegu piaszczysta (czarny piasek) plaża i niewielka wioska. Miejsce bardzo kameralne i klimatyczne.

    Brava ogółem uchodzi za najbardziej „zieloną” spośród wszystkich wysp archipelagu. Jest to też bardzo mało wyspa – postanawiamy więc wyłamać się z tradycji zwiedzania wysp aluguerami i tym razem po prostu zrobić sobie mały spacer. Za cel obieramy stolicę wyspy, położone nieco wyżej miasto Nova Sintra. Droga jest malownicza, ale dość męcząca. Do wyboru trasa łatwiejsza (asfaltem) albo ostrzejsza i krótsza (starą drogą brukowo-gruntową). Dochodzimy do Novej Sintry w około 40 minut i już wiemy, że opinie o wyspie były trafne – tu naprawdę jest zielono! W samym mieście dużo kwiatów, ciekawe i zadbane alejki, bardzo dużo pięknych starych kamienic. Ogółem – bezdyskusyjnie to jedno z najładniejszych miasteczek na archipelagu.

    Wieczór na Bravie spędzamy już z powrotem w Furnie – to sobota wielkanocna, więc na brzeg wychodzą miejscowi ze swoimi wypiekami, gra muzyka, ogólnie dzieje się. Niestety nie możemy zostać za długo – czeka nas najtrudniejszy i najdłuższy przelot z powrotem na północ, około 23 wypływamy więc z powrotem na morze.

    SAO ANTAO

    Plaża w Sao Antao

    Do przepłynięcia mieliśmy prawie 150 mil morskich, w teorii bajdewindem, w praktyce przy odwracającym się na północny wietrze – kursem najostrzejszym jak się da, co i tak nie uchroniło nas przed halsowaniem. Katamaran pod wiatr i fale dobrze nie idzie, na domiar złego mieliśmy awarię najpierw jednego silnika, potem kilka pomniejszych awarii i do celu dopłynęliśmy po ponad 30 godzinach.

    Za cel na Sao Antao ustawiliśmy nie stolicę (Porto Novo), ale zatokę… Tarrafal (wszystko tam tak się nazywa) na południowym zachodzie wyspy. Śmiało można powiedzieć, że to był strzał w dziesiątkę. Miejsce obłędne, przepiękne, z piaszczystą plażą, urokliwą i 100% autentyczną wioską na brzegu ale przede wszystkim – było to pierwsze miejsce podczas całego rejsu totalnie osłonięte od wiatru. Do tej pory wszędzie, nawet w zawietrznych zatokach mocno wiało, w zatoce Tarrafal – cisza. A co za tym idzie, od razu zrobiło się przyjemnie cieplej, przyjemniejsze były kąpiele itd. Zostawiliśmy jacht zakotwiczony na dwóch kotwicach (rzuconych w przeciwnych kierunkach) i wybraliśmy się na spacer po okolicy. Sao Antao jest jedną z ładniejszych wysp, jest tu całkiem sporo zieleni, autentyczne „murzyńskie” wioski, cisza i spokój. Co prawda z Tarrafal bardzo ciężko się dostać na tour objazdowy po wyspie (daleko, zła droga i drogo), ale okolica to wynagradza. W locji wspominają o Europejczykach, którzy mają tam „restaurację” – sprawdziliśmy i rzeczywiście – dookoła murzyńskie chaty, a trochę na uboczu, przy samej plaży znaleźliśmy bardzo przyjemny hotel/knajpę prowadzony przez parę Francuzów. Zjedliśmy tam pyszny obiad (menu bufetowe z napojami), pokonwersowaliśmy z przemiłymi właścicielami, a wieczór zakończyliśmy wspólnym ogniskiem na plaży.

    Malownicza wyspa Sao Antao

     

    Wszystkim odwiedzającym Sao Antao z czystym sumieniem możemy polecić akurat to miejsce – enklawę spokoju – tym bardziej, że Porto Novo jest przemysłowe i zwyczajnie brzydkie.

    Ostatni dzień to powrót do Mindelo – niestety centralnie pod falę i wiatr, ale trochę przemęczyć się od czasu do czasu można.

    PODSUMOWANIE

    Wyspy Zielonego Przylądka na pewno spełniły nasze oczekiwania. Choć to ciężki akwen do żeglugi (duża fala i silny wiatr), to miejsce jest wspaniałe, oderwane od świata i cywilizacji. Pytanie tylko, jak długo taki stan rzeczy się utrzyma – w każdym bądź razie planując tam wizytę, warto się pośpieszyć. Pływając tam poczujecie się trochę jak odkrywcy, będziecie często jedynymi turystami w promieniu wielu kilometrów. Napotkana ludność jest przyjazna i nie tak natarczywa jak np na Karaibach. Niemniej i tak na pewno spotkacie się z dylematem ile dać zarobić miejscowemu, który oferuje pilnowanie Waszego pontonu. Teoretycznie daje się „co łaska” i przez to ciężko wyczuć ile jest w porządku, a ile za mało. Na pewno warto robić transakcje wiązane na zasadzie „popilnuj nam pontonu, a kupimy od Ciebie rybę”. Tym bardziej że ryby są obłędne i bardzo tanie (polecamy szczególnie tuńczyki). Kolejną rzeczą, o której trzeba pamiętać jest woda. To jeden z najcenniejszych surowców na wyspach, woda praktycznie wszędzie jest  reglamentowana. Upewnijcie się, że wypływając z Mindelo macie pełne zbiorniki, potem uzupełnić można w kilku miejscach (my uzupełnialiśmy w Tarrafal na Santiago i to wystarczyło) – najczęściej dogadując się z miejscowymi – przypływają oni zwykłymi pychówkami z wielkimi beczkami, z których nalewają wodę do jachtu. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo – wszędzie gdzie byliśmy było bezpiecznie. Nikt nam niczego nie ukradł, chociaż pilnowaliśmy, żeby jacht zawsze zamykać, a jeśli zostawialiśmy ponton na plaży, zawsze z miejscowym, który dostawał trochę grosza za jego pilnowanie.Z realizowanej przez nas trasy polecamy praktycznie wszystkie porty. My zrobiliśmy tą trasę w 10 dni, optymalnie byłoby mieć 2 pełne tygodnie.

     

    Tym sposobem dotarliśmy do końca zarówno naszej wyprawy, jak i serii poradnika żeglarskiego związanego z Wyspami Zielonego Przylądka.
    Przeczytaj część pierwszą i drugą.

  • Przewodnik żeglarski po wyspach zielonego przylądka Cz. 2 – Santa Luzia, Sao Nicolau, Boa Vista oraz Santiago

    W tej drugiej części poradnika opowiemy Wam o naszych przygodach na czterech wyspach: Santiago, Boa Vista, Santa Luzia oraz Sao Nicolau. Każda z nich, ma w sobie coś szczególnego. Jeżeli nie mieliście okazji przeczytać poprzedniej części to znajdziecie ją TUTAJ. Miłej lektury!

    SANTA LUZIA

    Wypływamy na wieczór. Wieje stabilne 20kts NNE, od razu po wypłynięciu z pięknej zatoki  Mindelo dostajemy dużą, około 2-metrową falą. Katamaran pod falę nie idzie. Obranie krótszej trasy, omijającej Sao Vicente od północy jest chyba błędem, dużo łatwiej byłoby opływać ją od południa i nadłożyć kilkanaście mil.

    Tak czy inaczej, mniej więcej zgodnie z planem na wieczór rzucamy kotwicę przy południowym brzegu wyspy Santa Luzia (25 mil morskich). Wyspa osłania nas od fali, ale wiatr nie cichnie – przeciwnie, wspina się na niewielkie wzniesienia wyspy i spada z nich na jej zawietrzny brzeg z jeszcze większą (liczniki wskazują 30kts) siłą. Wyspa jest niezamieszkana, od południa plaże wyglądają przepięknie, ale przybój jest na tyle duży, że rezygnujemy z próby desantowania się, wystawiamy wachty kotwiczne i śpimy kilka godzin do rana.

    SAO NICOLAU

    Wyspy Zielonego Przylądka - widok na SAO NICOLAU

    Z pierwszymi promieniami słońca wypływamy na Sao Nicolau, to przelot na 25 mil morskich. Wiatr dalej 20kts NNE, katamaran półwiatrem idzie 6-7 węzłów, wiec jesteśmy w niecałe 4 godziny. Rzucamy kotwicę w zatoce Tarrafal, tuż przy miasteczku Tarrafal. Zatoka osłonięta (od fali, wiatr nie cichnie), o dziwo kotwiczy w niej  już kilka jachtów. Rzucamy kotwicę, jemy śniadanie i na dwie tury wybieramy się na zwiedzanie wyspy. Standardowo – Aluguerem. Miasteczko Tarrafal jest dość ładne, kameralne, znajdujemy tu kilka post-kolonialnych kamienic, kilka baraków, trochę knajp i ze 2 sklepy. Na wyspie zdecydowanie warto zobaczyć wyrzeźbione przez wodę klify i jaskinie na jej zachodnim brzegu (droga prowadzi przez prawdziwe pustkowie, wyschnięte i dzikie, a nasz kierowca w pewnym momencie po prostu zjeżdża z drogi i ciśnie przez to pole, zatrzymuje się i „proszę – to tam”. Pierwsze wrażenie – to jakiś żart, ale rzeczywiście we wskazanym kierunku znajdują się wykute w skale schody), zdecydowanie warto zobaczyć park narodowy Calhau. Po drodze (wspinamy się na jeden z wyższych szczytów wyspy) jest piękny punkt widokowy, a sam park jest jakby wyjęty z zupełnie innego świata. Bujna, tropikalna roślinność, dookoła zieleń, kwiaty – kontrast z wysuszonym krajobrazem wysp jest niesamowity. Jeśli starczy czasu warto zjechać dalej tą samą drogą w dół do Ribeira Brava – stolicy wyspy. Po drodze mijamy dość żyzną dolinę i plantacje bananów.

    Po zwiedzaniu, kupujemy od rybaków na miejscowym nabrzeżu świeżą rybkę (super  tanio!), noc spędzamy na kotwicy (trzeba zregenerować siły) i wyruszamy dalej następnego rana po śniadaniu. Czeka nas długi przelot na Boa Vistę (100 mil morskich).

    BOA VISTA

    Wyspy Zielonego Przylądka - ponton

    Niestety kalkulując trasę trochę się przeliczyliśmy (wiatr odkręcał na NE i momentami ledwo łapaliśmy bejdewind) i żegluga zajmuje nam nieco ponad dobę, na miejsce przypływamy po południu po całym dniu, nocy i poranku żeglowania. Rzucamy kotwicę w malowniczej zatoce Sal Rei, w porcie określanym przez jachtową locję jako „południowy” – tj między miastem a wysepką Ilheta de Sal Rei.

    Zatoka jest spokojna, dość płytka, zafalowania nie ma, wiatr standardowy, ale stały. Rzucamy dwie kotwice i po krótkim odpoczynku tym razem wszyscy postanawiamy zejść na ląd. Ponton strandujemy na piaszczystej plaży na południe od miasta i zostawiamy pod opieką miejscowego właściciela baru/szkółki windsurfingowej (o dziwo nic za to nie chce). Plaża – przepiękna, piaszczysta, pusta – bawi się na niej na drewnianych topornych deskach kilka miejscowych dzieciaków. W miasteczku jemy pyszną kolację w knajpie z widokiem na zatokę (na dużym tarasie na dachu).

    W nocy odpoczywamy, a następny dzień w całości postanawiamy spędzić na zwiedzaniu wyspy. Tym razem – na quadach 🙂 Paradoksalnie nie tak łatwo znaleźć 4 quady, udaje się nam to dopiero przez pośrednika, który łapie nas gdzieś na głównym placu miasta, potem zawozi jeepem na obrzeża (slumsy rodem z tych przedstawionych w filmie „Dystrykt 9”). Tam wsiadamy w końcu na upragnione quady i uzbrojeni w małą papierową mapkę wyruszamy! Wybieram trasę najpierw na północ, później wzdłuż wybrzeża – plażą i wydmami na wschód i na południe. Po 30 minutach fenomenalnej jazdy TOTALNIE pustą i przepiękną piaszczystą plażą de Atlanta (to naprawdę niesamowite, nie spotkaliśmy ani jednej żywej duszy, a plaża jest przepiękna, bajkowa) docieramy do jednej ze sztandarowych atrakcji całego archipelagu – wraku frachtowca Cabo Santa Maria. Monumentalny wrak znajduje się jakieś 50m od plaży, w miejscu gdzie głębokość wody wynosi jakieś półtora metra. Warto spieszyć się żeby go zobaczyć, co roku systematycznie obmywające wrak fale zabierają ze sobą jego część, co sprawia że za kilkanaście lat prawdopodobnie zniknie już zupełnie. Po zobaczeniu wraku i szybkiej kąpieli wracamy do głównej drogi, a następnie „na azymut” przebijamy się na południe. Chcemy pojechać wzdłuż wschodniego brzegu wyspy, niestety popełniamy strategiczny błąd – nie zabieramy ze sobą zapasu paliwa, a w mijanych wioskach nigdzie nie można go znaleźć.  Dojeżdżamy więc do wioski Fundo de Figueiras (ta wioska i poprzednie dwie są przepiękne, kolorowe i autentyczne) i z uwagi na niski stan baku zawracamy do zachodniego wybrzeża wyspy.

    Na Boa Vista znajduje się autentyczna i pełnowymiarowa pustynia. Nam niestety nie udaje się tam trafić, kierujemy się prosto na Rabil – dawną stolicę (nic specjalnego) i z powrotem do Sal del Rei. Mimo, że nie udało nam się zobaczyć wszystkiego co chcieliśmy i wróciliśmy nieco wcześniej niż planowaliśmy, jesteśmy bardzo zadowoleni – quady na Boa Vista – totalnie warto. Mamy czas na kąpiel, oglądamy też ruiny starego fortu na Ilhet de Sal Rei, jemy kolację i stawiamy żagle – kierunek: Santiago!

    Na Wyspach Zielonego Przylądka nawet quad czasem nie da rady

    Wyspy Zielonego przylądka również mają swój wrak!

    SANTIAGO

    Z Boa Vista na Santiago przelot był bardzo przyjemny. 80 mil morskich z wiatrem od rufy na samym foku zrobiliśmy w jedną noc – na miejscu byliśmy koło 11 rano następnego dnia. Kotwice rzuciliśmy w zatoce Tarrafal na północnym zachodzie od Santiago.

    Zatoka jest przepiękna – każdemu polecam serdecznie właśnie to miejsce. Piaszczysta plaża, piękne widoki, bardzo przyjemne i tętniące życiem miasteczko na brzegu, liczne knajpki, naprawdę warto.

    My z uwagi na brak czasu uznaliśmy, że nie będziemy płynąć na południe do Prai (stolica i największe miasto Wysp Zielonego Przylądka), postanowiliśmy udać się tam drogą lądową – aluguerem. Tym razem zamiast standardowego pick-up’a trafił nam się busik. Musieliśmy przejechać ponad 100km na samo południe wyspy, nową i dobrą drogą. Po drodze minęliśmy piękny i żyzny park narodowy Serra Malagueta, a do Prai dotarliśmy po półtorej godziny jazdy. Z ciekawostek – miasto otoczone jest autostradową obwodnicą, a na niej… raźno maszerują krowy:) Ksiązkowy przewodnik poleca odwiedzić Ciudad Velha – starą stolicę archipelagu, ponoć spustoszoną niegdyś przez piratów i od tego czasu opuszczoną, wpisaną na listę Unesco. Pojechaliśmy. Na górze mała forteca z płatnym wstępem. Na dole bynajmniej nie opuszczone miasto, z kilkoma starymi kościółkami, ruinami katedry i masą tandetnych blaszanych chat. Nie jest jakoś super-brzydko, ale też nie poraża to pięknem. Z kolei Praia – stolica – to wielkie rozczarowanie. Ciągnące się kilometrami slumsy, kilka budynków rządowych, zero klimatu. Jedyną wartą zobaczenia rzeczą bym tam targ warzywny, ale takich targów akurat jest w innych miastach też sporo.  Pokręciliśmy się pół godziny po „centrum” i było już na tyle późno, że musieliśmy wracać z powrotem do Taraffal.

    SANTIAGO - miasto

    Podsumowując – całą wycieczka na pewno nie warta zachodu. Dużo fajniej byłoby zostać dłużej w klimatycznym Taraffal i wybrać się na wycieczkę (choćby pieszą) do parku Serra Malagueta. Takie ostrzeżenie dla innych, którzy będą pływać po Cabo w przyszłości.

    Tym sposobem dotarliśmy do końca drugiej części naszego poradnika żeglarskiego po Wyspach Zielonego Przylądka. Którą z wysp najbardziej chcielibyście odwiedzić? Santiago, Boa Vista, Santa Luzia a może Sao Nicolau?

    Chętnie odpowiemy na wszelkie pytania związane z naszą wyprawą. Śmiało zadawajcie je w komentarzach!

    Następną, ostatnią już część poradnika znajdziecie TUTAJ.

  • Przewodnik żeglarski po wyspach zielonego przylądka Cz. 1 – SAO VICENTE

    Specjalnie dla Was, przygotowaliśmy relację z rejsu po Wyspach Zielonego Przylądka. Miejsca pięknego, o niepowtarzalnych walorach przyrodniczych, a zarazem jednego z najmniej dotkniętych cywilizacją miejsc na ziemi. Z racji obszerności i dokładności naszych opisów, przewodnik ten będzie podzielony na kilka części. Zapraszamy Was do śledzenia tej serii!

    Cabo Verde to archipelag kilkunastu wysp i wysepek położony na Oceanie Atlantyckim, około 350 mil morskich na zachód od wybrzeży Senegalu i 800 mil morskich na południe od Wysp Kanaryjskich. Archipelag składa się z 10 wysp, z czego 9 jest zamieszkałych. W zgodnej opinii wielu przewodników jedno z ostatnich miejsc na ziemi, gdzie cywilizacja w złowrogim pojęciu tego słowa nie dotarła. Wyspy dzikie, żyjące swoim powolnym życiem, oddzielone od reszty świata wielkimi masami słonej wody. Miejsce gdzie nie znajdziemy plaż zabudowanych szczelnie wieżowcami i hotelami i gdzie nie będziemy walczyć o swoje miejsce nad wodą wśród tłumu turystów. Ale też wyspy suche, wulkaniczne i pustynne, gdzie próżno szukać bujnej tropikalnej roślinności. Ta była portugalska kolonia (obecnie Republika Wysp Zielonego Przylądka to niepodległe państwo) jawiła nam się jako pewnego rodzaju raj na ziemi, ale też i spora zagadka.

    Z żeglarskiego punktu widzenia

    Żeglarsko rejs po wyspach również nastręczał sporo wyzwań – w końcu to pełen ocean, przez niemalże cały rok wieją tu silne wiatry pasatowe (około 20 węzłów wiatru z niezmiennego kierunku), a odległości między wyspami są dość duże.  Pojawił się więc dylemat – na ile dużo chcemy żeglować, a na ile odpocząć, czy zwiedzać maksymalnie dużo wysp, czy zobaczyć tylko kilka, ale zostać na nich dłużej. Postanowiliśmy iść na całość, zwiedzać „na maxa” i zobaczyć ile się tylko da, nawet jeśli oznaczało to bardzo intensywne żeglowanie. Mieliśmy na naszą wyprawę 10 dni, wszystkich wysp nie dało się siłą rzeczy zobaczyć.  Zdecydowaliśmy się więc na trasę:

    Sao Vicente – Sao Nicolau – Boa Vista – Santiago – Fogo – Brava – Sao Antao – Sao Vicente.

    Rejs po Wyspach Zielonego Przylądka - początek Sao Vicente

    Postanowiliśmy ominąć wyspę Sal z premedytacją jako najbardziej skomercjalizowaną i wyspę Maio z żalem, bo po prostu zabrakło na nią czasu.

    Nasz rejs zaczęliśmy w marcu 2014 roku, przylatując do Mindelo, drugiego największego miasta archipelagu, a największego miasta wyspy Sao Vicente. Z Europy dostać się tam jest dość łatwo, codziennie kilka połączeń realizuje krajowy przewoźnik TACV, kilka kolejnych dokłada portugalski TAP. Loty są na Santiao,  Sal i Sao Vicente (połączeń między tymi wyspami jest kilka dziennie, kosztują grosze i trwają kilkadziesiąt minut), a z Europy można wylecieć z Lizbony, Paryża, Amsterdamu.

     

    SAO VICENTE

    Sao Vicente - spokojne miasteczko

    Już samo lądowanie samolotu na lotnisku na Sao Vicente jest ciekawym przeżyciem. Samolot zniża się do lądowania tuż nad wodą, a pas startowy zaczyna się metr za plażą. Dookoła dziko, nie ma ludzi, nie ma domów, same pagórki i skały. Po wyjściu na zewnątrz – niespodzianka. Spodziewaliśmy się upału, a jest przyjemnie ciepło, powietrze skutecznie ochładza dość mocny wiatr. Na lotnisku odprawa paszportowa – trzeba zdobyć wizę. Odbywa się to bardzo sprawnie i bezboleśnie. W okienku w jedną stronę wędruje stosowna opłata (40 EUR), w drugą przybita zostaje w paszport stosowna pieczątka i po sprawie. Z lotniska do centrum Mindelo jest raptem kilka kilometrów, bierzemy więc taksówkę, uprzednio targując cenę w dół o 1/3, do 800 Escudos (około 8 EUR). I tak mamy wrażenie, że przepłaciliśmy. Taksówkarz nie mówi po angielsku, ale rozumie nazwy własne, jest też biegły w języku migowym, więc na miejsce dojeżdżamy bez przeszkód.

    Mindelo

    Mindelo na pierwszy rzut oka nie porywa. Sympatyczne, ale dość zniszczone kamieniczki w stylu kolonialnym, trochę zwykłych baraków z pustaków i blachy falistej. Dookoła żadnej białej twarzy, a czerń skóry tutejszych mieszkańców… cóż,  trudno o bardziej czarną. Jesteśmy dzień przed wszystkimi i dzień przed oficjalnym rozpoczęciem rejsu, więc kierujemy się do hotelu – rezerwowaliśmy dwa tygodnie wcześniej przez booking.com. Po zakwaterowaniu wyruszamy na zwiedzanie – idziemy do mariny, zobaczyć czy nasz jacht stoi (stoi). Spacerujemy po mieście. Odkrywamy jego dwie natury i dwie części – część nową, gdzie dotarły bloki i brzydkie hotele (plaża mimo to praktycznie pusta) i część autentyczną, autochtoniczną – z urokliwymi kolonialnymi kamieniczkami, ruchliwym targiem, ulicami zapełnionymi ludźmi. Ludźmi, którzy donikąd się nie śpieszą ani nigdzie nie idą – po prostu tak spędzają dzień – na ulicy, na rozmowach z przyjaciółmi. Wieczór w tym mieście wprost odurza, noc jest ciepła, bogata w zapachy i dźwięki, miasto żyje. Zewsząd dobiega muzyka, gwar rozmów, śmiech bawiących się ludzi. Dopiero wieczorem doceniliśmy i odkryliśmy prawdziwe Mindelo, a jest to wspomnienie, do którego zawsze chętnie wracam.

    ALUGUER - najpopularniejszy środek transportu w Sao Vicente

    Początek

    Nasz rejs zaczyna się w sobotę, powoli zjeżdżają się załoganci. Łącznie będzie nas 8 osób – idealnie, bo katamaran też ma 4 dwuosobowe kajuty. Jeszcze przed rejsem udajemy się na wycieczkę ALUGUEREM (najbardziej popularny środek transportu na Cabo, pick-up z ławeczkami zamontowanymi „na pace”) po wyspie. Jeszcze tego nie wiemy, ale na praktycznie każdej z wysp aluguery właśnie będą naszym najlepszym środkiem transportu. W tym miejscu dygresja – większość kierowców aluguerów nie mówi po angielsku, ale zawsze znajdzie się chętny pomocnik, który łamaną angielszczyzną będzie tłumaczyć. My mamy to szczęście, że podczas rejsu pływa z nami Joao (Portugalczyk, uczestnik rejsu), który dogaduje się z miejscowymi po portugalsku. Tak czy inaczej, ZAWSZE trzeba dogadać dokładną cenę przed wycieczką, ZAWSZE trzeba ustalić dokładne miejsca w które nas aluguer zawiezie i ZAWSZE trzeba negocjować (przynajmniej o połowę).

    Na Sao Vicente wjeżdżamy na punkt widokowy (znacząco chłodniej, słaba widoczność), zwiedzamy okoliczny spot windsurfingowy (przepiękna, totalnie pusta plaża) i kilka mniejszych wiosek, w tym Salamansę (to miejsca, gdzie życie toczy się 10 razy leniwiej niż w takiej Grecji). Taka wycieczka to niby nic specjalnego, ale na pewno warto – żeby poznać wyspę,  jej suchy i surowy krajobraz i jej autentycznych mieszkańców.

    Piękna lazurowa woda w porcie w Sao Vicente

    Czas się zaokrętować!

    Po wycieczce można się zaokrętować – naszym domem przez następne 10 dni będzie 44-stopowy katamaran „Mahanga”, z serio Voyage 440. W porcie zdecydowanie jacht największy i robiący wrażenie. Sama marina – jedyna na Wyspach Zielonego Przylądka – jest bardzo ładna, chociaż minimalistyczna. Charakterystyczny jest bardzo duży rozkołys w porcie, który sprawia, że chodzenie po pływających pomostach jest dość ciekawe, a wejście na sam jacht (zacumowany w sporej odległości od kei) – jeszcze ciekawsze. Z innych wartych odnotowania rzeczy, w marinie znajduje się pływający bar. Serwują tam przekąski i – co ważniejsze – drinki. Te ostatnie (Caprinha!) są prawdziwym hitem, szczególnie, że od 17 do 18 dzwon oznajmia rozpoczęcie Happy Hour, podczas której kosztują one w przeliczeniu na nasze około 5 złotych. Żyć nie umierać.

    Tym pozytywnym akcentem kończymy pierwszą część naszego przewodnika żeglarskiego po Wyspach Zielonego Przylądka. Dajcie znać jak podobała Wam się taka forma wpisu i czy powinniśmy przygotowywać więcej tego typu artykułów.

    Następną część naszego poradnika znajdziecie tutaj.

     

  • Podróżowanie – 5 Najprzydatniejszych aplikacji

    Pomimo, że rejsy morskie to głównie odpoczynek i przyjemności to tak jak każdy wyjazd, są one sporym wyzwaniem organizacyjnym. Przygotowaliśmy dla Was listę pięciu aplikacji, które naszym zdaniem są bardzo przydatne podczas podróżowania i znacznie ułatwią Wam życie.

     

    Z Google Maps już nigdy się nie zgubisz!

     

    Nie ważne, czy chcesz sprawdzić trasę do hotelu, czy szukasz miejsca gdzie możesz zjeść coś na szybko. Google Maps Ci w tym pomoże, dobierając najbardziej optymalną drogę lub rekomendując najlepsze restauracje w okolicy.

     

    Duolingo

     

    Dzięki interaktywnym grom w aplikacji, będziesz miał/miała okazję zapoznać się z podstawami języka używanego w kraju do którego się wybierasz. Jest to świetny sposób, aby produktywnie spędzić czas w kolejce do gate’a lub czekając na opóźniony samolot. Jeżeli jednak nie zdążysz nauczyć się wystarczająco dużo…

     

    Google Translate

     

    Nic nie szkodzi! Wtedy z pomocą przychodzi Google Translate, który pozwoli Ci przetłumaczyć zarówno pojedyncze słowa jak i całe zdania. Komunikacja w innym języku jeszcze nigdy dotąd nie była tak prosta!

     A co dziś robimy? Sprawdźmy w TripAdvisor

     

    Dzięki TripAdvisor pozbędziesz się tradycyjnych przewodników na dobre. W wygodnej aplikacji znajdziesz wszystkie niezbędne informacje na temat zabytków, lokalnego jedzenia oraz najbardziej popularnych atrakcji.

     

    Bądź w kontakcie ze swoimi przyjaciółmi poprzez Messenger i WhatsApp

     

    Dzięki tym aplikacjom zapomnisz o SMSach! W Polsce dominuje Messenger, lecz  w innych częściach europy popularniejszy jest WhatsApp. Nie ważne jednak z której aplikacji korzystasz. Ważne, że od teraz nie wydasz ani złotówki na SMSy i MMSy, bo Twoje zdjęcia oraz wiadomości będą wysyłane za pomocą sieci komórkowej i WI-FI.

    Z jakich aplikacji Wy korzystacie podczas swoich wojaży? Dajcie znać w komentarzach!