Kategoria: Poradniki

  • 10 najczęstszych pytań o rejsy jachtem – wszystko, co musisz wiedzieć przed wyprawą!

    Rejsy jachtem to coraz popularniejsza forma spędzania wakacji, ale dla wielu osób wciąż stanowią temat pełen pytań i wątpliwości. Zebraliśmy 10 najczęściej zadawanych przez Was pytań i udzieliliśmy na nie szczegółowych odpowiedzi. Mamy nadzieję, że ten artykuł rozwieje Wasze wątpliwości i pomoże w przygotowaniach do wymarzonego rejsu.

    1. Czy muszę mieć doświadczenie żeglarskie, aby wziąć udział w rejsie jachtem?

    Absolutnie nie! Każdy jacht jest prowadzony przez profesjonalnego, doświadczonego Skippera The Boat Trip. To on zadba o wszelkie kwestie techniczne oraz żeglarskie Waszego rejsu. Pamiętajcie jednak, że czasem będzie on potrzebował dodatkowych rąk do pracy, zwłaszcza  przy manewrach! Spokojnie – wcześniej otrzymacie jasne instrukcje, a satysfakcja z uczestnictwa w pracy załogi jest gwarantowana!

    Kim są Skipperzy The Boat Trip?

    Skipperzy The Boat Trip to ludzie, którzy ukończyli naszą Akademię Skipperów. Nigdy nie zatrudniamy ludzi “z ulicy”, dzięki czemu mamy pewność, że podczas rejsu jesteście pod opieką najwyższej klasy profesjonalistów, którzy czuwają nad Waszym bezpieczeństwem oraz nad tym, aby Wasz rejs jachtem był niezapomnianą przygodą.

    Nasi Skipperzy to ludzie młodzi, żyjący pasją do żeglowania i pragnący dzielić się tą pasją z innymi. Mają łatwość w nawiązywaniu nowych relacji, co sprawia, że już po pierwszym wieczorze spędzonym w gronie współzałogantów poczujecie się jak jedna rodzina. Bardzo często zdarzają się sytuacje, iż załoga tak mocno zżyje się ze swoim skipperem, że uczestnictwo w następnym rejsie warunkuje tym, że jacht poprowadzi ten sam skipper!

    Rejs Jachtem ze Skipperem

    3. Jak wygląda mieszkanie na jachcie?

    Podczas naszych rejsów morskich pływamy na jachtach bardzo nowoczesnych i komfortowych. Na ich pokładzie znajdziecie w pełni wyposażoną kuchnię, kilka łazienek, w tym co najmniej jedna z prysznicem, oraz radio, które umili Wam czas spędzony na jachcie. Podczas postojów w marinach będziecie mieli dostęp do gniazdek 230V znajdujących się na jachcie.

    Poza mariną, macie dostęp do gniazdek 12V, które pozwolą Wam podładować telefon lub aparat. “Wszystko fajnie, ale gdzie ja będę spać?” Każdy jacht jest wyposażony w co najmniej 3 kajuty, czyli prosto mówiąc – sypialnie. Zazwyczaj są to kajuty 2-osobowe, z dużym dwuosobowym łóżkiem lub z łóżkiem piętrowym. Więcej o budowie jachtu możecie przeczytać tutaj.

    4. Jak wygląda typowy dzień na jachcie?

    To jak wygląda dzień na jachcie zależy w głównej mierze od kategorii rejsu, w którym bierzecie udział oraz od Was! Przecież to Wasz urlop i powinniście spędzić go tak jak chcecie.

     

    Jednak żebyście mieli jakiś pogląd sytuacji, postaramy się Wam pokrótce przybliżyć jak to mniej więcej wygląda.

     

    • Na rejsach z kategorii Sail & Party, zmęczeni imprezowaniem do późnych godzin nocnych, wstajemy zazwyczaj troszkę później. Ogarniamy się bez spiny, aby około 11 wypłynąć z mariny. Po oddaniu cum, gdy Skipper swym czujnym okiem dogląda jachtu, pozostali członkowie załogi mają chwilę na relaks i odpoczynek przed następnymi przygodami. Po południu stajemy zwykle na Day Stop Party, czyli imprezę na jachtach. To właśnie wtedy do gry wkraczają Wasze ulubione dmuchańce! Zwykle na największym jachcie z floty lub po prostu tym najbardziej imprezowym, urządzamy parkiet, gdzie przy rytmach muzyki granej przez naszego DJ’a możecie potańczyć w strojach kąpielowych, z egzotycznym drinkiem w ręku. Niezapomniane przeżycie! Gdy już ucichnie muzyka, czas będzie rozłączyć tratwę i udać się w kierunku mariny. Po zacumowaniu jachtu będziecie mieli czas na odświeżenie się i spożycie późniejszego obiadu. Zazwyczaj około 22 udajemy się już w kierunku klubu, aby imprezować do późnych godzin nocnych. To, o której skończycie imprezę zależy tylko i wyłącznie od Was. Bylebyście zdążyli wrócić na jacht przed wypłynięciem dnia następnego!
    • O tym jak wygląda typowy dzień na rejsie z kategorii Sail & Explore możecie przeczytać tutaj.

    5. Co będziemy jeść podczas rejsu?

    To co będziecie jeść podczas rejsu jachtem zależy w głównej mierze od Waszych preferencji. Niektóre załogi preferują przygotowywanie wszystkich posiłków we własnym zakresie, podczas gdy inne wolą stołować się w lokalnych restauracjach i knajpach.

    Miejscowości, w których cumujemy charakteryzują się zazwyczaj szeroką ofertą gastronomiczną, więc każdy znajdzie coś dla siebie, zaczynając od małych knajpek z Souvlakami aż po ekskluzywne restauracje serwujące seafood.

    Bez względu jednak na to gdzie zdecydujecie się stołować podczas swojego rejsu jachtem, zazwyczaj pierwszego dnia robimy duże zakupy w lokalnym supermarkecie. Kupujemy składniki na śniadania, obiady i kolację, ale nie zapominamy też o przekąskach – przecież coś trzeba jeść podczas całego dnia spędzonego na wodzie!

    W następnych dniach rejsu będziemy już tylko uzupełniać nasze zapasy w lokalnych sklepach, co pozwoli nam zaoszczędzić sporo pieniędzy!

    Typowa kolacja podczas rejsu jachtem

    6. Czy będę na jachcie z ludźmi w moim wieku?

    Zawsze podczas przydzielania Was do poszczególnych załóg kierujemy się przede wszystkim wiekiem oraz płcią uczestników. Staramy się przydzielić Was do załóg z ludźmi w zbliżonym wieku, aby zapewnić Wam łatwość kontaktu z nowo poznanymi osobami. Dążymy również do tego, aby na jachtach był zachowany parytet płci. Przy tym wszystkim, pamiętamy o Waszych preferencjach, które zgłaszacie podczas składania rezerwacji i zawsze staramy się brać je pod uwagę przy przydzielaniu załóg.

    7. Czy mogę mieć chorobę morską?

    Większość naszych rejsów morskich odbywa się na stosunkowo spokojnych wodach, gdzie zafalowanie nie jest zbyt duże. Skutkuje to raczej niewielkim bujaniem, a co za tym idzie ryzyko, że będziecie mieli chorobę morską jest raczej niewielkie.

    Należy jednak pamiętać, iż wszystko to jest kwestią dość mocno indywidualną. Sporadycznie zdarza się, że któryś z uczestników cierpi na tę dolegliwość, lecz są to raczej pojedyncze przypadki.

    Zapewniamy Was również, że przez wszystkie lata żeglugi opracowaliśmy kilka sprawdzonych sposobów jak walczyć z chorobą morską podczas rejsu jachtem, więc nie macie się czego obawiać!

    8. Czy mogę stanąć za kołem sterowym?

    Pewnie! Zawsze zachęcamy uczestników naszych rejsów do rozwijania swojej żeglarskiej pasji. Rejs jachtem to idealna okazja, aby pod czujnym okiem doświadczonego skippera zdobywać doświadczenie żeglarskie i się rozwijać. Nasi skipperzy chętnie dzielą się swoją wiedzą, którą możecie od razu przetestować w praktyce. Kto wie, może w przyszłości to Ty poprowadzisz jacht na naszym rejsie?

    Podczas rejsu jachtem staniesz za kołem sterowym!

    9. Co zabrać ze sobą na rejs?

    Część z Was myśli, że do uczestnictwa w rejsie niezbędne są specjalistyczne ubrania, sprzęt itp. Nic bardziej mylnego! Tak naprawdę, zawartość torby którą zabierzecie na rejs jachtem powinna być bardzo zbliżona do tego, co zabieracie na swoje standardowe wyjazdy wakacyjne. Pamiętajcie jednak, że to co znajdzie się w Waszym bagażu powinno być w głównej mierze podyktowane destynacją do której się wybieracie oraz terminem wyprawy. Więcej o pakowaniu na rejs jachtem i o naszych sprawdzonych sposobach na pakowanie możecie przeczytać tutaj.

    10. Kiedy najlepiej pojechać na rejs?

    Każda pora roku jest dobra, aby jechać na rejs jachtem! Pozostaje jedynie kwestia wyboru odpowiedniej destynacji. Od maja do października najlepiej udać na podbój takich krajów Chorwacja, Grecja, Czarnogóra, czy Hiszpania. Destynacje te mają tę zaletę, że pogoda jest pewna, a znajdują się one w Europie, więc koszty dostania się na rejs jachtem również nie będą szczególnie wysokie. Poza miesiącami wakacyjnymi polecamy wybrać coś bardziej egzotycznego. Nawet nie wyobrażacie  sobie jak cudownie jest uciec od jesiennej chandry, gdzieś do ciepłych krajów… Szczególnie rekomendujemy Wam Malezję, Karaiby, Seszele oraz Tajlandię, która staje się coraz bardziej popularna wśród europejskich turystów.

    Mamy nadzieję, że po przeczytaniu powyższego tekstu kwestia rejsów jachtem stała się dla Was choć troszkę jaśniejsza. Jeśli nurtują Was jeszcze jakieś pytania na ten temat, a nie znaleźliście na nie odpowiedzi tym poście, zachęcamy do podzielenia się nimi w komentarzach. Chętnie na nie odpowiemy!

  • Przewodnik żeglarski po wyspach zielonego przylądka Cz. 3 – Fogo, Brava oraz Sao Antao

    W trzeciej, ostatniej już części naszego poradnika żeglarskiego o Wyspach Zielonego Przylądka, opowiemy Wam o trzech ostatnich wyspach archipelagu: Fogo, Brava oraz Sao Antao. Jeżeli nie mieliście okazji przeczytać poprzedniej części poradnika, to znajdziecie ją TUTAJ. Miłej lektury!

    FOGO

    Wulkan na wyspie Fogo

    Na Fogo mamy nieco ponad 50 mil morskich z wiatrem. Wypływamy na noc, dopływamy tam z samego rana. Płyniemy z falą, 6 węzłów na samym foku, jest bardzo przyjemnie – tym bardziej że spowita w mgły wyspa Fogo dostarcza o świcie niesamowitych widoków. Cumujemy w Vale de los Cavaleros, jedynym „porcie” wyspy, kilka kilometrów na północ od jej stolicy, Sao Felipe. Port jest bardzo dobrze osłonięty, ale raczej przemysłowy – przy czym oznacza to cumujący tu do nabrzeża jeden duży statek. My rzucamy kotwicę, a długą cumę pomaga nam do lądu przywiązać lokalny murzyn (jak zawsze musimy mu dać trochę pieniędzy za jego „usługę”). Na lądzie od razu obskakują nas lokalni nagabywacze, proponujący różnego typu deale wiązane (wycieczka + pilnowanie pontonu + pilnowanie jachtu). Dodatkowo w portowym oddziale policji trzeba załatwić jakieś formalności i uiścić opłatę (chyba za postój).

    Po dogadaniu ceny wycieczki wyjeżdżamy na całodniowe zwiedzanie – pierwszy stop to Sao Felipe. Miasteczko jest bardzo urokliwe, typowo kolonialne, z pięknymi kamienicami i pięknymi uliczkami. Co uderza – wszędzie pusto, ale może to kwestia pory dnia.

    Po krótkim spacerze po mieście wsiadamy z powrotem do naszego busika (tak, tu też zwiedzamy busikiem) i zaczynamy wspinać się na górę, na wulkan. Droga naprawdę jest stroma i pokonujemy sporą różnicę wysokości. W miarę upływu czasu krajobraz zaczyna się zmieniać, dominują ogromne czarno-szare pola zastygłej lawy. Co jakiś czas widzimy jeden ze słynnych „domków z lawy” – czyli małych okrągłych chatek zbudowanych z zastygłej lawy właśnie.

    Wulkan na Fogo jest czynny, a ostatnia erupcja miała miejsce na kilka miesięcy przed naszym przyjazdem – doświadczamy tego w momencie, kiedy brukowana droga kończy się nagle około 2-metrowej wysokości murem z zastygłego języka lawy. Wygląda to niesamowicie.

    Zablokowana droga na wyspie Fogo

    Stajemy i wysiadamy przespacerować się po gorącym jeszcze zboczu góry, niestety nie da się dojść na szczyt – żwir staje się zbyt gorący, jest też niebezpieczeństwo kolejnych erupcji. Wracamy więc do busa i omijając przeszkodę z zastygłej lawy jedziemy „na dziko” wzdłuż krawędzi języka. Droga jest niesamowita, a widoki czysto księżycowe. Dojeżdżamy do miejsca, skąd już na piechotę idziemy do wioski zalanej przez lawę ledwie kilka miesięcy wcześniej. Widoki nie do opisania. Ciekawostką jest fakt, że do wioski zaczynają już wracać ludzie, którzy odkuwają swoje domy z zalegającej lawy i budują nowe. Ich determinacja jest niezwykła.

    Krajobraz wulkaniczny wyspy Fogo

    Ogólnie, Fogo to jak dotąd jeden z większych highlight’ów wyjazdu, będąc na Cabo po prostu trzeba tam pojechać. Spędzamy na wyspie jeszcze całą noc, a następnego rana, o świcie, wyruszamy z lekkim żalem w kierunku pobliskiej Bravy.

    BRAVA

    Z Fogo na Bravę jest zaledwie około 11 mil morskich, niemniej nie bez przyczyny w locji piszą, że to bardzo niebezpieczny przesmyk. Mimo wiatru w rufę wyraźnie odczuwamy dużą, około 3-metrową falę. Na szczęście wiatr który wzmaga się w tym przesmyku do 30 węzłów sprawia, że dystans pokonujemy w niecałe półtorej godziny i jeszcze przed 10 bezpiecznie cumujemy w zatoce Furna.

    Zatoka niewielka, ciekawa – osłonę od fali jachty mają tu dopiero w samej zatoce, około 150metrów od brzegu. I z fali 3-metrowej robi się nagle płaska woda. Na brzegu piaszczysta (czarny piasek) plaża i niewielka wioska. Miejsce bardzo kameralne i klimatyczne.

    Brava ogółem uchodzi za najbardziej „zieloną” spośród wszystkich wysp archipelagu. Jest to też bardzo mało wyspa – postanawiamy więc wyłamać się z tradycji zwiedzania wysp aluguerami i tym razem po prostu zrobić sobie mały spacer. Za cel obieramy stolicę wyspy, położone nieco wyżej miasto Nova Sintra. Droga jest malownicza, ale dość męcząca. Do wyboru trasa łatwiejsza (asfaltem) albo ostrzejsza i krótsza (starą drogą brukowo-gruntową). Dochodzimy do Novej Sintry w około 40 minut i już wiemy, że opinie o wyspie były trafne – tu naprawdę jest zielono! W samym mieście dużo kwiatów, ciekawe i zadbane alejki, bardzo dużo pięknych starych kamienic. Ogółem – bezdyskusyjnie to jedno z najładniejszych miasteczek na archipelagu.

    Wieczór na Bravie spędzamy już z powrotem w Furnie – to sobota wielkanocna, więc na brzeg wychodzą miejscowi ze swoimi wypiekami, gra muzyka, ogólnie dzieje się. Niestety nie możemy zostać za długo – czeka nas najtrudniejszy i najdłuższy przelot z powrotem na północ, około 23 wypływamy więc z powrotem na morze.

    SAO ANTAO

    Plaża w Sao Antao

    Do przepłynięcia mieliśmy prawie 150 mil morskich, w teorii bajdewindem, w praktyce przy odwracającym się na północny wietrze – kursem najostrzejszym jak się da, co i tak nie uchroniło nas przed halsowaniem. Katamaran pod wiatr i fale dobrze nie idzie, na domiar złego mieliśmy awarię najpierw jednego silnika, potem kilka pomniejszych awarii i do celu dopłynęliśmy po ponad 30 godzinach.

    Za cel na Sao Antao ustawiliśmy nie stolicę (Porto Novo), ale zatokę… Tarrafal (wszystko tam tak się nazywa) na południowym zachodzie wyspy. Śmiało można powiedzieć, że to był strzał w dziesiątkę. Miejsce obłędne, przepiękne, z piaszczystą plażą, urokliwą i 100% autentyczną wioską na brzegu ale przede wszystkim – było to pierwsze miejsce podczas całego rejsu totalnie osłonięte od wiatru. Do tej pory wszędzie, nawet w zawietrznych zatokach mocno wiało, w zatoce Tarrafal – cisza. A co za tym idzie, od razu zrobiło się przyjemnie cieplej, przyjemniejsze były kąpiele itd. Zostawiliśmy jacht zakotwiczony na dwóch kotwicach (rzuconych w przeciwnych kierunkach) i wybraliśmy się na spacer po okolicy. Sao Antao jest jedną z ładniejszych wysp, jest tu całkiem sporo zieleni, autentyczne „murzyńskie” wioski, cisza i spokój. Co prawda z Tarrafal bardzo ciężko się dostać na tour objazdowy po wyspie (daleko, zła droga i drogo), ale okolica to wynagradza. W locji wspominają o Europejczykach, którzy mają tam „restaurację” – sprawdziliśmy i rzeczywiście – dookoła murzyńskie chaty, a trochę na uboczu, przy samej plaży znaleźliśmy bardzo przyjemny hotel/knajpę prowadzony przez parę Francuzów. Zjedliśmy tam pyszny obiad (menu bufetowe z napojami), pokonwersowaliśmy z przemiłymi właścicielami, a wieczór zakończyliśmy wspólnym ogniskiem na plaży.

    Malownicza wyspa Sao Antao

     

    Wszystkim odwiedzającym Sao Antao z czystym sumieniem możemy polecić akurat to miejsce – enklawę spokoju – tym bardziej, że Porto Novo jest przemysłowe i zwyczajnie brzydkie.

    Ostatni dzień to powrót do Mindelo – niestety centralnie pod falę i wiatr, ale trochę przemęczyć się od czasu do czasu można.

    PODSUMOWANIE

    Wyspy Zielonego Przylądka na pewno spełniły nasze oczekiwania. Choć to ciężki akwen do żeglugi (duża fala i silny wiatr), to miejsce jest wspaniałe, oderwane od świata i cywilizacji. Pytanie tylko, jak długo taki stan rzeczy się utrzyma – w każdym bądź razie planując tam wizytę, warto się pośpieszyć. Pływając tam poczujecie się trochę jak odkrywcy, będziecie często jedynymi turystami w promieniu wielu kilometrów. Napotkana ludność jest przyjazna i nie tak natarczywa jak np na Karaibach. Niemniej i tak na pewno spotkacie się z dylematem ile dać zarobić miejscowemu, który oferuje pilnowanie Waszego pontonu. Teoretycznie daje się „co łaska” i przez to ciężko wyczuć ile jest w porządku, a ile za mało. Na pewno warto robić transakcje wiązane na zasadzie „popilnuj nam pontonu, a kupimy od Ciebie rybę”. Tym bardziej że ryby są obłędne i bardzo tanie (polecamy szczególnie tuńczyki). Kolejną rzeczą, o której trzeba pamiętać jest woda. To jeden z najcenniejszych surowców na wyspach, woda praktycznie wszędzie jest  reglamentowana. Upewnijcie się, że wypływając z Mindelo macie pełne zbiorniki, potem uzupełnić można w kilku miejscach (my uzupełnialiśmy w Tarrafal na Santiago i to wystarczyło) – najczęściej dogadując się z miejscowymi – przypływają oni zwykłymi pychówkami z wielkimi beczkami, z których nalewają wodę do jachtu. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo – wszędzie gdzie byliśmy było bezpiecznie. Nikt nam niczego nie ukradł, chociaż pilnowaliśmy, żeby jacht zawsze zamykać, a jeśli zostawialiśmy ponton na plaży, zawsze z miejscowym, który dostawał trochę grosza za jego pilnowanie.Z realizowanej przez nas trasy polecamy praktycznie wszystkie porty. My zrobiliśmy tą trasę w 10 dni, optymalnie byłoby mieć 2 pełne tygodnie.

     

    Tym sposobem dotarliśmy do końca zarówno naszej wyprawy, jak i serii poradnika żeglarskiego związanego z Wyspami Zielonego Przylądka.
    Przeczytaj część pierwszą i drugą.

  • Przewodnik żeglarski po wyspach zielonego przylądka Cz. 2 – Santa Luzia, Sao Nicolau, Boa Vista oraz Santiago

    W tej drugiej części poradnika opowiemy Wam o naszych przygodach na czterech wyspach: Santiago, Boa Vista, Santa Luzia oraz Sao Nicolau. Każda z nich, ma w sobie coś szczególnego. Jeżeli nie mieliście okazji przeczytać poprzedniej części to znajdziecie ją TUTAJ. Miłej lektury!

    SANTA LUZIA

    Wypływamy na wieczór. Wieje stabilne 20kts NNE, od razu po wypłynięciu z pięknej zatoki  Mindelo dostajemy dużą, około 2-metrową falą. Katamaran pod falę nie idzie. Obranie krótszej trasy, omijającej Sao Vicente od północy jest chyba błędem, dużo łatwiej byłoby opływać ją od południa i nadłożyć kilkanaście mil.

    Tak czy inaczej, mniej więcej zgodnie z planem na wieczór rzucamy kotwicę przy południowym brzegu wyspy Santa Luzia (25 mil morskich). Wyspa osłania nas od fali, ale wiatr nie cichnie – przeciwnie, wspina się na niewielkie wzniesienia wyspy i spada z nich na jej zawietrzny brzeg z jeszcze większą (liczniki wskazują 30kts) siłą. Wyspa jest niezamieszkana, od południa plaże wyglądają przepięknie, ale przybój jest na tyle duży, że rezygnujemy z próby desantowania się, wystawiamy wachty kotwiczne i śpimy kilka godzin do rana.

    SAO NICOLAU

    Wyspy Zielonego Przylądka - widok na SAO NICOLAU

    Z pierwszymi promieniami słońca wypływamy na Sao Nicolau, to przelot na 25 mil morskich. Wiatr dalej 20kts NNE, katamaran półwiatrem idzie 6-7 węzłów, wiec jesteśmy w niecałe 4 godziny. Rzucamy kotwicę w zatoce Tarrafal, tuż przy miasteczku Tarrafal. Zatoka osłonięta (od fali, wiatr nie cichnie), o dziwo kotwiczy w niej  już kilka jachtów. Rzucamy kotwicę, jemy śniadanie i na dwie tury wybieramy się na zwiedzanie wyspy. Standardowo – Aluguerem. Miasteczko Tarrafal jest dość ładne, kameralne, znajdujemy tu kilka post-kolonialnych kamienic, kilka baraków, trochę knajp i ze 2 sklepy. Na wyspie zdecydowanie warto zobaczyć wyrzeźbione przez wodę klify i jaskinie na jej zachodnim brzegu (droga prowadzi przez prawdziwe pustkowie, wyschnięte i dzikie, a nasz kierowca w pewnym momencie po prostu zjeżdża z drogi i ciśnie przez to pole, zatrzymuje się i „proszę – to tam”. Pierwsze wrażenie – to jakiś żart, ale rzeczywiście we wskazanym kierunku znajdują się wykute w skale schody), zdecydowanie warto zobaczyć park narodowy Calhau. Po drodze (wspinamy się na jeden z wyższych szczytów wyspy) jest piękny punkt widokowy, a sam park jest jakby wyjęty z zupełnie innego świata. Bujna, tropikalna roślinność, dookoła zieleń, kwiaty – kontrast z wysuszonym krajobrazem wysp jest niesamowity. Jeśli starczy czasu warto zjechać dalej tą samą drogą w dół do Ribeira Brava – stolicy wyspy. Po drodze mijamy dość żyzną dolinę i plantacje bananów.

    Po zwiedzaniu, kupujemy od rybaków na miejscowym nabrzeżu świeżą rybkę (super  tanio!), noc spędzamy na kotwicy (trzeba zregenerować siły) i wyruszamy dalej następnego rana po śniadaniu. Czeka nas długi przelot na Boa Vistę (100 mil morskich).

    BOA VISTA

    Wyspy Zielonego Przylądka - ponton

    Niestety kalkulując trasę trochę się przeliczyliśmy (wiatr odkręcał na NE i momentami ledwo łapaliśmy bejdewind) i żegluga zajmuje nam nieco ponad dobę, na miejsce przypływamy po południu po całym dniu, nocy i poranku żeglowania. Rzucamy kotwicę w malowniczej zatoce Sal Rei, w porcie określanym przez jachtową locję jako „południowy” – tj między miastem a wysepką Ilheta de Sal Rei.

    Zatoka jest spokojna, dość płytka, zafalowania nie ma, wiatr standardowy, ale stały. Rzucamy dwie kotwice i po krótkim odpoczynku tym razem wszyscy postanawiamy zejść na ląd. Ponton strandujemy na piaszczystej plaży na południe od miasta i zostawiamy pod opieką miejscowego właściciela baru/szkółki windsurfingowej (o dziwo nic za to nie chce). Plaża – przepiękna, piaszczysta, pusta – bawi się na niej na drewnianych topornych deskach kilka miejscowych dzieciaków. W miasteczku jemy pyszną kolację w knajpie z widokiem na zatokę (na dużym tarasie na dachu).

    W nocy odpoczywamy, a następny dzień w całości postanawiamy spędzić na zwiedzaniu wyspy. Tym razem – na quadach 🙂 Paradoksalnie nie tak łatwo znaleźć 4 quady, udaje się nam to dopiero przez pośrednika, który łapie nas gdzieś na głównym placu miasta, potem zawozi jeepem na obrzeża (slumsy rodem z tych przedstawionych w filmie „Dystrykt 9”). Tam wsiadamy w końcu na upragnione quady i uzbrojeni w małą papierową mapkę wyruszamy! Wybieram trasę najpierw na północ, później wzdłuż wybrzeża – plażą i wydmami na wschód i na południe. Po 30 minutach fenomenalnej jazdy TOTALNIE pustą i przepiękną piaszczystą plażą de Atlanta (to naprawdę niesamowite, nie spotkaliśmy ani jednej żywej duszy, a plaża jest przepiękna, bajkowa) docieramy do jednej ze sztandarowych atrakcji całego archipelagu – wraku frachtowca Cabo Santa Maria. Monumentalny wrak znajduje się jakieś 50m od plaży, w miejscu gdzie głębokość wody wynosi jakieś półtora metra. Warto spieszyć się żeby go zobaczyć, co roku systematycznie obmywające wrak fale zabierają ze sobą jego część, co sprawia że za kilkanaście lat prawdopodobnie zniknie już zupełnie. Po zobaczeniu wraku i szybkiej kąpieli wracamy do głównej drogi, a następnie „na azymut” przebijamy się na południe. Chcemy pojechać wzdłuż wschodniego brzegu wyspy, niestety popełniamy strategiczny błąd – nie zabieramy ze sobą zapasu paliwa, a w mijanych wioskach nigdzie nie można go znaleźć.  Dojeżdżamy więc do wioski Fundo de Figueiras (ta wioska i poprzednie dwie są przepiękne, kolorowe i autentyczne) i z uwagi na niski stan baku zawracamy do zachodniego wybrzeża wyspy.

    Na Boa Vista znajduje się autentyczna i pełnowymiarowa pustynia. Nam niestety nie udaje się tam trafić, kierujemy się prosto na Rabil – dawną stolicę (nic specjalnego) i z powrotem do Sal del Rei. Mimo, że nie udało nam się zobaczyć wszystkiego co chcieliśmy i wróciliśmy nieco wcześniej niż planowaliśmy, jesteśmy bardzo zadowoleni – quady na Boa Vista – totalnie warto. Mamy czas na kąpiel, oglądamy też ruiny starego fortu na Ilhet de Sal Rei, jemy kolację i stawiamy żagle – kierunek: Santiago!

    Na Wyspach Zielonego Przylądka nawet quad czasem nie da rady

    Wyspy Zielonego przylądka również mają swój wrak!

    SANTIAGO

    Z Boa Vista na Santiago przelot był bardzo przyjemny. 80 mil morskich z wiatrem od rufy na samym foku zrobiliśmy w jedną noc – na miejscu byliśmy koło 11 rano następnego dnia. Kotwice rzuciliśmy w zatoce Tarrafal na północnym zachodzie od Santiago.

    Zatoka jest przepiękna – każdemu polecam serdecznie właśnie to miejsce. Piaszczysta plaża, piękne widoki, bardzo przyjemne i tętniące życiem miasteczko na brzegu, liczne knajpki, naprawdę warto.

    My z uwagi na brak czasu uznaliśmy, że nie będziemy płynąć na południe do Prai (stolica i największe miasto Wysp Zielonego Przylądka), postanowiliśmy udać się tam drogą lądową – aluguerem. Tym razem zamiast standardowego pick-up’a trafił nam się busik. Musieliśmy przejechać ponad 100km na samo południe wyspy, nową i dobrą drogą. Po drodze minęliśmy piękny i żyzny park narodowy Serra Malagueta, a do Prai dotarliśmy po półtorej godziny jazdy. Z ciekawostek – miasto otoczone jest autostradową obwodnicą, a na niej… raźno maszerują krowy:) Ksiązkowy przewodnik poleca odwiedzić Ciudad Velha – starą stolicę archipelagu, ponoć spustoszoną niegdyś przez piratów i od tego czasu opuszczoną, wpisaną na listę Unesco. Pojechaliśmy. Na górze mała forteca z płatnym wstępem. Na dole bynajmniej nie opuszczone miasto, z kilkoma starymi kościółkami, ruinami katedry i masą tandetnych blaszanych chat. Nie jest jakoś super-brzydko, ale też nie poraża to pięknem. Z kolei Praia – stolica – to wielkie rozczarowanie. Ciągnące się kilometrami slumsy, kilka budynków rządowych, zero klimatu. Jedyną wartą zobaczenia rzeczą bym tam targ warzywny, ale takich targów akurat jest w innych miastach też sporo.  Pokręciliśmy się pół godziny po „centrum” i było już na tyle późno, że musieliśmy wracać z powrotem do Taraffal.

    SANTIAGO - miasto

    Podsumowując – całą wycieczka na pewno nie warta zachodu. Dużo fajniej byłoby zostać dłużej w klimatycznym Taraffal i wybrać się na wycieczkę (choćby pieszą) do parku Serra Malagueta. Takie ostrzeżenie dla innych, którzy będą pływać po Cabo w przyszłości.

    Tym sposobem dotarliśmy do końca drugiej części naszego poradnika żeglarskiego po Wyspach Zielonego Przylądka. Którą z wysp najbardziej chcielibyście odwiedzić? Santiago, Boa Vista, Santa Luzia a może Sao Nicolau?

    Chętnie odpowiemy na wszelkie pytania związane z naszą wyprawą. Śmiało zadawajcie je w komentarzach!

    Następną, ostatnią już część poradnika znajdziecie TUTAJ.

  • Przewodnik żeglarski po wyspach zielonego przylądka Cz. 1 – SAO VICENTE

    Specjalnie dla Was, przygotowaliśmy relację z rejsu po Wyspach Zielonego Przylądka. Miejsca pięknego, o niepowtarzalnych walorach przyrodniczych, a zarazem jednego z najmniej dotkniętych cywilizacją miejsc na ziemi. Z racji obszerności i dokładności naszych opisów, przewodnik ten będzie podzielony na kilka części. Zapraszamy Was do śledzenia tej serii!

    Cabo Verde to archipelag kilkunastu wysp i wysepek położony na Oceanie Atlantyckim, około 350 mil morskich na zachód od wybrzeży Senegalu i 800 mil morskich na południe od Wysp Kanaryjskich. Archipelag składa się z 10 wysp, z czego 9 jest zamieszkałych. W zgodnej opinii wielu przewodników jedno z ostatnich miejsc na ziemi, gdzie cywilizacja w złowrogim pojęciu tego słowa nie dotarła. Wyspy dzikie, żyjące swoim powolnym życiem, oddzielone od reszty świata wielkimi masami słonej wody. Miejsce gdzie nie znajdziemy plaż zabudowanych szczelnie wieżowcami i hotelami i gdzie nie będziemy walczyć o swoje miejsce nad wodą wśród tłumu turystów. Ale też wyspy suche, wulkaniczne i pustynne, gdzie próżno szukać bujnej tropikalnej roślinności. Ta była portugalska kolonia (obecnie Republika Wysp Zielonego Przylądka to niepodległe państwo) jawiła nam się jako pewnego rodzaju raj na ziemi, ale też i spora zagadka.

    Z żeglarskiego punktu widzenia

    Żeglarsko rejs po wyspach również nastręczał sporo wyzwań – w końcu to pełen ocean, przez niemalże cały rok wieją tu silne wiatry pasatowe (około 20 węzłów wiatru z niezmiennego kierunku), a odległości między wyspami są dość duże.  Pojawił się więc dylemat – na ile dużo chcemy żeglować, a na ile odpocząć, czy zwiedzać maksymalnie dużo wysp, czy zobaczyć tylko kilka, ale zostać na nich dłużej. Postanowiliśmy iść na całość, zwiedzać „na maxa” i zobaczyć ile się tylko da, nawet jeśli oznaczało to bardzo intensywne żeglowanie. Mieliśmy na naszą wyprawę 10 dni, wszystkich wysp nie dało się siłą rzeczy zobaczyć.  Zdecydowaliśmy się więc na trasę:

    Sao Vicente – Sao Nicolau – Boa Vista – Santiago – Fogo – Brava – Sao Antao – Sao Vicente.

    Rejs po Wyspach Zielonego Przylądka - początek Sao Vicente

    Postanowiliśmy ominąć wyspę Sal z premedytacją jako najbardziej skomercjalizowaną i wyspę Maio z żalem, bo po prostu zabrakło na nią czasu.

    Nasz rejs zaczęliśmy w marcu 2014 roku, przylatując do Mindelo, drugiego największego miasta archipelagu, a największego miasta wyspy Sao Vicente. Z Europy dostać się tam jest dość łatwo, codziennie kilka połączeń realizuje krajowy przewoźnik TACV, kilka kolejnych dokłada portugalski TAP. Loty są na Santiao,  Sal i Sao Vicente (połączeń między tymi wyspami jest kilka dziennie, kosztują grosze i trwają kilkadziesiąt minut), a z Europy można wylecieć z Lizbony, Paryża, Amsterdamu.

     

    SAO VICENTE

    Sao Vicente - spokojne miasteczko

    Już samo lądowanie samolotu na lotnisku na Sao Vicente jest ciekawym przeżyciem. Samolot zniża się do lądowania tuż nad wodą, a pas startowy zaczyna się metr za plażą. Dookoła dziko, nie ma ludzi, nie ma domów, same pagórki i skały. Po wyjściu na zewnątrz – niespodzianka. Spodziewaliśmy się upału, a jest przyjemnie ciepło, powietrze skutecznie ochładza dość mocny wiatr. Na lotnisku odprawa paszportowa – trzeba zdobyć wizę. Odbywa się to bardzo sprawnie i bezboleśnie. W okienku w jedną stronę wędruje stosowna opłata (40 EUR), w drugą przybita zostaje w paszport stosowna pieczątka i po sprawie. Z lotniska do centrum Mindelo jest raptem kilka kilometrów, bierzemy więc taksówkę, uprzednio targując cenę w dół o 1/3, do 800 Escudos (około 8 EUR). I tak mamy wrażenie, że przepłaciliśmy. Taksówkarz nie mówi po angielsku, ale rozumie nazwy własne, jest też biegły w języku migowym, więc na miejsce dojeżdżamy bez przeszkód.

    Mindelo

    Mindelo na pierwszy rzut oka nie porywa. Sympatyczne, ale dość zniszczone kamieniczki w stylu kolonialnym, trochę zwykłych baraków z pustaków i blachy falistej. Dookoła żadnej białej twarzy, a czerń skóry tutejszych mieszkańców… cóż,  trudno o bardziej czarną. Jesteśmy dzień przed wszystkimi i dzień przed oficjalnym rozpoczęciem rejsu, więc kierujemy się do hotelu – rezerwowaliśmy dwa tygodnie wcześniej przez booking.com. Po zakwaterowaniu wyruszamy na zwiedzanie – idziemy do mariny, zobaczyć czy nasz jacht stoi (stoi). Spacerujemy po mieście. Odkrywamy jego dwie natury i dwie części – część nową, gdzie dotarły bloki i brzydkie hotele (plaża mimo to praktycznie pusta) i część autentyczną, autochtoniczną – z urokliwymi kolonialnymi kamieniczkami, ruchliwym targiem, ulicami zapełnionymi ludźmi. Ludźmi, którzy donikąd się nie śpieszą ani nigdzie nie idą – po prostu tak spędzają dzień – na ulicy, na rozmowach z przyjaciółmi. Wieczór w tym mieście wprost odurza, noc jest ciepła, bogata w zapachy i dźwięki, miasto żyje. Zewsząd dobiega muzyka, gwar rozmów, śmiech bawiących się ludzi. Dopiero wieczorem doceniliśmy i odkryliśmy prawdziwe Mindelo, a jest to wspomnienie, do którego zawsze chętnie wracam.

    ALUGUER - najpopularniejszy środek transportu w Sao Vicente

    Początek

    Nasz rejs zaczyna się w sobotę, powoli zjeżdżają się załoganci. Łącznie będzie nas 8 osób – idealnie, bo katamaran też ma 4 dwuosobowe kajuty. Jeszcze przed rejsem udajemy się na wycieczkę ALUGUEREM (najbardziej popularny środek transportu na Cabo, pick-up z ławeczkami zamontowanymi „na pace”) po wyspie. Jeszcze tego nie wiemy, ale na praktycznie każdej z wysp aluguery właśnie będą naszym najlepszym środkiem transportu. W tym miejscu dygresja – większość kierowców aluguerów nie mówi po angielsku, ale zawsze znajdzie się chętny pomocnik, który łamaną angielszczyzną będzie tłumaczyć. My mamy to szczęście, że podczas rejsu pływa z nami Joao (Portugalczyk, uczestnik rejsu), który dogaduje się z miejscowymi po portugalsku. Tak czy inaczej, ZAWSZE trzeba dogadać dokładną cenę przed wycieczką, ZAWSZE trzeba ustalić dokładne miejsca w które nas aluguer zawiezie i ZAWSZE trzeba negocjować (przynajmniej o połowę).

    Na Sao Vicente wjeżdżamy na punkt widokowy (znacząco chłodniej, słaba widoczność), zwiedzamy okoliczny spot windsurfingowy (przepiękna, totalnie pusta plaża) i kilka mniejszych wiosek, w tym Salamansę (to miejsca, gdzie życie toczy się 10 razy leniwiej niż w takiej Grecji). Taka wycieczka to niby nic specjalnego, ale na pewno warto – żeby poznać wyspę,  jej suchy i surowy krajobraz i jej autentycznych mieszkańców.

    Piękna lazurowa woda w porcie w Sao Vicente

    Czas się zaokrętować!

    Po wycieczce można się zaokrętować – naszym domem przez następne 10 dni będzie 44-stopowy katamaran „Mahanga”, z serio Voyage 440. W porcie zdecydowanie jacht największy i robiący wrażenie. Sama marina – jedyna na Wyspach Zielonego Przylądka – jest bardzo ładna, chociaż minimalistyczna. Charakterystyczny jest bardzo duży rozkołys w porcie, który sprawia, że chodzenie po pływających pomostach jest dość ciekawe, a wejście na sam jacht (zacumowany w sporej odległości od kei) – jeszcze ciekawsze. Z innych wartych odnotowania rzeczy, w marinie znajduje się pływający bar. Serwują tam przekąski i – co ważniejsze – drinki. Te ostatnie (Caprinha!) są prawdziwym hitem, szczególnie, że od 17 do 18 dzwon oznajmia rozpoczęcie Happy Hour, podczas której kosztują one w przeliczeniu na nasze około 5 złotych. Żyć nie umierać.

    Tym pozytywnym akcentem kończymy pierwszą część naszego przewodnika żeglarskiego po Wyspach Zielonego Przylądka. Dajcie znać jak podobała Wam się taka forma wpisu i czy powinniśmy przygotowywać więcej tego typu artykułów.

    Następną część naszego poradnika znajdziecie tutaj.

     

  • Podróżowanie – 5 Najprzydatniejszych aplikacji

    Pomimo, że rejsy morskie to głównie odpoczynek i przyjemności to tak jak każdy wyjazd, są one sporym wyzwaniem organizacyjnym. Przygotowaliśmy dla Was listę pięciu aplikacji, które naszym zdaniem są bardzo przydatne podczas podróżowania i znacznie ułatwią Wam życie.

     

    Z Google Maps już nigdy się nie zgubisz!

     

    Nie ważne, czy chcesz sprawdzić trasę do hotelu, czy szukasz miejsca gdzie możesz zjeść coś na szybko. Google Maps Ci w tym pomoże, dobierając najbardziej optymalną drogę lub rekomendując najlepsze restauracje w okolicy.

     

    Duolingo

     

    Dzięki interaktywnym grom w aplikacji, będziesz miał/miała okazję zapoznać się z podstawami języka używanego w kraju do którego się wybierasz. Jest to świetny sposób, aby produktywnie spędzić czas w kolejce do gate’a lub czekając na opóźniony samolot. Jeżeli jednak nie zdążysz nauczyć się wystarczająco dużo…

     

    Google Translate

     

    Nic nie szkodzi! Wtedy z pomocą przychodzi Google Translate, który pozwoli Ci przetłumaczyć zarówno pojedyncze słowa jak i całe zdania. Komunikacja w innym języku jeszcze nigdy dotąd nie była tak prosta!

     A co dziś robimy? Sprawdźmy w TripAdvisor

     

    Dzięki TripAdvisor pozbędziesz się tradycyjnych przewodników na dobre. W wygodnej aplikacji znajdziesz wszystkie niezbędne informacje na temat zabytków, lokalnego jedzenia oraz najbardziej popularnych atrakcji.

     

    Bądź w kontakcie ze swoimi przyjaciółmi poprzez Messenger i WhatsApp

     

    Dzięki tym aplikacjom zapomnisz o SMSach! W Polsce dominuje Messenger, lecz  w innych częściach europy popularniejszy jest WhatsApp. Nie ważne jednak z której aplikacji korzystasz. Ważne, że od teraz nie wydasz ani złotówki na SMSy i MMSy, bo Twoje zdjęcia oraz wiadomości będą wysyłane za pomocą sieci komórkowej i WI-FI.

    Z jakich aplikacji Wy korzystacie podczas swoich wojaży? Dajcie znać w komentarzach!

  • WYSPY JOŃSKIE – Zwiedzać na własną rękę, czy wypłynąć w rejs?

    Grecja to jedna z naszych najpiękniejszych letnich destynacji, a Wyspy Jońskie to już klasa sama w sobie. Przygotowaliśmy dla Was artykuł o tym, jaki jest najlepszy sposób na zwiedzanie Wysp Jońskich i dlaczego jest to rejs. Zapraszamy!

     

    Sposoby zwiedzania wysp

    Wyspy można zwiedzać na wiele sposobów – wyjeżdżając z biurem podróży, na własną rękę oraz wypływając w rejs. Ostatni ze sposobów ma dwie podstawowe zalety: w ciągu tygodnia zobaczycie więcej i zapłacicie mniej. Rejs rozpoczyna się od Lefkady, gdzie musicie dojechać we własnym zakresie (samolot + autobus). Możecie jednak zacząć swoją podróż od Korfu, do którego dolecicie nawet za niespełna 200 złotych. A warto! Zanim podliczymy koszty, przekonajcie się, dlaczego warto odwiedzić Wyspy Jońskie.

    Wyspy Jońskie - widok na zatokę

    Korfu

    Nazywane przez miejscowych „Kerkyra” – od imienia greckiej nimfy, którą porwał i przywiódł tu Posejdon, to przepiękna zielona wyspa porośniętą ponad czterema milionami drzewek oliwnych i pięcioma milionami cyprysów. Znajdziecie tu przepiękne plaże, napijecie się doskonałego lokalnego piwa Corfu Beer, spróbujecie ciekawej potrawy – pastitsiady (makaron w sosie pomidorowym z mięsem koguta). Będziecie mieli także okazję zwiedzić wspaniałe zabytki jak np. Achillion – pałac zbudowany na polecenie cesarzowej Sissi. Rezydencja, podobnie jak i otaczające ją ogrody, robi duże wrażenie. Nazwa miejsca wywodzi się od Achillesa, z którym cesarzowa utożsamiała ukochanego syna Rudolfa, który zginął śmiercią samobójczą. Po wojnie przez pewien czas mieściło się tu kasyno, które uwieczniono w jednym z filmów o przygodach Jamesa Bonda „Tylko dla twoich oczu”. Innym miejscem, gdzie kręcono perypetie agenta 007  jest góra przy plaży w miejscowości Paleokastritsa. Wystarczy stąd udać się do wioski Lakones, skąd rozciąga się przepiękna panorama okolicy układająca się w kształt serca.  Z Korfu już blisko na kolejną – i najmniejszą z Wysp Jońskich – Paksos. Jeśli nie podróżujecie jachtem, można się tu dostać statkami wycieczkowymi m.in. Britania Cruises (koszt 30 euro).W trakcie rejsu trwającego cały dzień zobaczycie plażę Antipaksos dostępną tylko od strony morza oraz błękitne groty, w których wedle mitologii bóg mórz Posejdon mieszkał z żoną Amfitrytą.

    Wyspy Jońskie - widok na zatokę z lazurową wodą

    Lefkada

    Na kolejną z wysp jońskich – Lefkadę (nazywaną też Lefkas), najlepiej dostać się z kontynentu. Z Korfu łapiecie prom do Igumenitsy (koszt ok. 10 euro), a stamtąd autobus (koszt ok. 12 euro) do stolicy Lefkady o tej samej nazwie. Wyspa bardzo różni się od poprzedniej – jest spokojniejsza, bardziej dziewicza i otaczają ją niezwykłego koloru turkusowe wody. To bajeczne miejsce na wypoczynek! Znajdują się tutaj plaże, które uchodzą za najpiękniejsze w Europie – Egremni oraz Porto Katsiki. Ale małe plaże, dostępne tylko od strony morza, też mają wiele uroku. Na pewno warto wyskoczyć do Ayofili znajdującej się w zatoce Vasiliki, która przyciąga fanów sportów wodnych, a szczególnie windsurfingu. Odwiedzając Lefkadę na pewno warto wpaść do miejscowości Nydri oraz znajdujących się nieopodal baśniowych wodospadów Dimossari.Te zachwycają przejrzystymi wodami i bujną roślinnością. Miejsc, gdzie można się zaszyć w ciszy i spokoju jest na wyspie znacznie więcej. Ale Lefkada nie tylko z nich słynie. Można się tu także świetnie zabawić na jednym z wielu letnich festiwali kulturalnych jak słynny Międzynarodowy Festiwal Folkloru (w tym roku odbędzie się w dniach 16-23 sierpnia) oraz Święto Słowa i Sztuki. W trakcie sezonu na pewno nie zabraknie wam atrakcji.

    Wyspy Jońskie - malownicze miasteczko

    Kefalina

    A jeśli o festiwalach mowa, pasjonaci wina powinni udać się na Kefalinię, która z tego trunku słynie. Dostaniecie się tu promem z Lefkady (koszt ok. 12 euro). Możecie udać się bezpośrednio do Fiskardo – najsłynniejszego  i przy tym szalenie urokliwego miasta portowego wyspy albo do Sami, które znajduje się w centrum Kefalinii. Stąd już blisko do stolicy – Argostoli, w której porcie możecie zobaczyć trzy pływające żółwie morskie. Innym miejscem, gdzie macie szansę zobaczyć te niezwykłe zwierzęta to zatoka Katelios. Ponoć to właśnie na plażę Kaminia żółwie caretta caretta przybywają „na wakacje” (ich naturalnym siedliskiem jest zatoka Laganas na Zakintos). Na południu wyspy znajduje się kilka ciekawych winnic, w tym Gentilini i Divino, w których będziecie mieli okazję spróbować wyrabianego tu wina. Warto także wybrać się na najpopularniejszy festiwal wina – Robola Wine Festival, który odbywa się 18-20 sierpnia w miejscowości Fragata.

    Północ wyspy różni się zabudową od południowej części. To m.in. wynik trzęsienia ziemi, które nawiedziło Kefalonię w 1953 roku. Kolorowe, tradycyjne domy dodają miasteczkom Assos i Fiskardo osobliwego czaru. Koniecznie zaplanujcie czas na ich odwiedzenie. Pamiętajcie jednak, że główna droga prowadząca na północ jest w stałej przebudowie, co skutkuje znacznym wydłużeniem czasu podróży. Wyspę najlepiej zwiedzać samochodem (koszt wynajmu od 30 euro/dzień), dzięki czemu będziecie mieli szansę zobaczyć także m.in. tak piękne miejsca jak plaże Mirtos w regionie Pylaros czy Xi nieopodal Lixouri.

    Wyspy Jońskie - jachty w zatoczce

    Itaka

    Z Kefalinii łatwo dostać się na Itakę – wyspę rozsławioną przez Homera. Możecie wybrać prom płynący z portu Fiskardo czy Sami (ok. 8 euro) lub mniejszą łódź w porcie Sami, jeśli jesteście w większej grupie (w innym wypadku koszt jest dość wysoki). Itaka jest niezwykle malowniczą, wypełnioną bujną roślinnością wyspą. Żeby móc podziwiać fantastyczne widoki i urokliwe górskie wioski, podobnie jak w przypadku Kefalinii warto wynająć samochód (koszt od 30 euro/dzień). Nieopodal Vathi – stolicy wyspy, znajduje się tradycyjna wioska Perahori, do której dostaniecie się krętymi, wąskimi drogami. Co roku 30 lipca odbywa się tu festiwal wina. Na pewno warto też zobaczyć Anogi – najstarszą osadę na wyspie znajdującą się na północy i wioskę Stavros, w której na początku sierpnia (w dniach 5-6) odbywa się duży festiwal na świeżym powietrzu (tzw. panagria) z muzyką na żywo, jedzeniem i tańcami. Na południu znajdują się również dwa urokliwe porty: w wiosce rybackiej Frikes i bardziej turystycznym Kioni. Niewątpliwą atrakcją są również dzikie plaże, na które można się tylko dostać od strony morza. Koszt wynajęcia małej łodzi zaczyna się od 40 euro/dzień. Atrakcją dla fanów mitologii będzie odwiedzenie studni utożsamianej z homerowską fontanną Melanydros, która leży w małej miejscowości Kalamos. Legenda głosi, że jeśli napijecie się stąd wodyna pewno powrócicie na wyspę.

    Wyspy Jońskie - zatoka wraku

    Zakintos

    Zwieńczeniem podróży po Wyspach Jońskich jest odwiedzenie Zakintos, na którą najlepiej dostać się promem z Kefalinii (np. z portu w Poros, koszt ok. 10 euro). Stolica, w której mieści się największy na wyspie port, wypełniona jest kafejkami i sklepikami. Miasto posiada wiele atrakcji, które warto zobaczyć. W tym celu najlepiej udać się na bezpłatny city tour. Dzięki temu poznacie wiele opowieści i anegdot, których nie znajdziecie w przewodnikach. Wspaniałym punktem widokowym jest górujące nad miastem Bohali Hill, skąd można podziwiać panoramę miasta. Duże wrażenie robi szczególnie nocą, gdy zapalają się wszystkie światła. Zakintos znane jest również z najsłynniejszej greckiej zatoki– Navagio, nazywanej również Zatoką Wraku (tu spoczywa wrak statku przemytniczego Panagiotis). Można się tu dostać od strony lądu północno-zachodnim wybrzeżem lub morza (wykupując rejs – koszt od 20 euro lub wynajmując łódkę – koszt od 30 euro). Jeśli zdecydujecie się na pierwszą opcję, pamiętajcie o założeniu odpowiednich butów, najlepiej trekkingowych, bo inaczej przeprawa w głąb klifu będzie bolesna. W drodze do Navagio będziecie mieli szansę podziwiać malownicze zatoki jak Porto Roxa, Porto Limnionas czy Porto Vromi. A skoro już mowa o pięknych, dziewiczych miejscach, na pewno warto wybrać się na plażę Gerakas przy przylądku Vassilikos na wschodnim krańcu wyspy, która stanowi teren objęty ochroną. To dlatego, że miejsce stanowi siedlisko żółwi caretta caretta, które składają tu jaja między czerwcem a sierpniem. Jeśli zechcecie zobaczyć te żółwie na własne oczy, koniecznie wybierzcie się w rejs do Marathonisi (koszt od 25 euro). Wedle szacunków, w zatoce Laganas stanowiącej Morski Park Narodowy mieszka aż 80 proc. populacji tych stworzeń.

     

    Porozmawiajmy o pieniądzach

    Porównajmy teraz ceny. Nie macie szansy zobaczyć wszystkich tych wysp decydując się z na wyjazd z biurem podróży, więc pod uwagę weźmiemy tylko opcję wyjazdu na własną rękę i rejsu. Koszt tego drugiego zaczyna się od 1740 złotych za tydzień, gdzie macie zapewniony transport oraz nocleg. Nie bierzemy pod uwagi wyżywienia. Jeśli podliczycie wszystkie podane w tekście kwoty oraz doliczycie do tego noclegi na każdej wyspie (min. 40 euro/pokój), przekonacie się, że rejs jest dobrym rozwiązaniem.

    Koszt jednego dnia spędzonego na jachcie wynosi ok. 250zł, w przypadku wyjazdu na własną rękę (przeprawa promem, nocleg, wynajęcie skutera) to koszt wahający się od 230 do 280zł (w zależności od wyspy oraz trwającego sezonu). Jak widzicie kwoty są porównywalne, jednak rejs ma parę dodatkowych zalet – zostawiacie swoje rzeczy w jednym miejscu, co jest na pewno bardziej komfortowym rozwiązaniem oraz macie okazję poznać ludzi, którzy podobnie jak i wy chcą aktywnie i ciekawie spędzić urlop.

    Jeżeli macie jakiekolwiek pytania dotyczące rejsów na Wyspach Jońskich, zachęcamy Was do zadawania ich w komentarzach – chętnie odpowiemy! Ostatnio pisaliśmy również o Wyspach Zielonego Przylądka, artykuły na ten temat znajdziecie TUTAJ.

     

  • Rejs morski, czyli jak wycisnąć możliwie DUŻO z urlopu?

    Wiele badań wskazuje na to, iż robienie sobie urlopu jest bardzo istotne dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Dzięki podróżom stajemy się również bardziej tolerancyjni i otwarci. Przygotowaliśmy dla Was kilka rad, jak wycisnąć z rejsów morskich tak dużo, jak tylko się da!

     

    Zaplanuj swój rejs morski z możliwie dużym wyprzedzeniem

     

    Wyjazd na zasłużone wakacje będzie o wiele prostszy, gdy będziemy świadomi, że po powrocie nie czeka na nas cała masa niepozałatwianych spraw. Warto przygotować się do wyjazdu odpowiednio wcześniej, aby móc cieszyć się beztroskimi wakacjami i nie bać się powrotu do domu.

     

    Wypisz sobie rzeczy, które chciałbyś zrobić lub zobaczyć

     

    Wcale nie znaczy to, że powinieneś/powinnaś zaplanować sobie każdą godzinę rejsu. Uważamy jednak, że gdy od samego początku wyjazdu będziesz miał/miała świadomość tego co chcesz zrobić i zobaczyć, to prościej będzie to wszystko zaplanować i zrealizować.

    Rejs morski to ogromna i niezapomniana przygoda!

    Tak! Tak! Tak!

     

    Rejs morski to najlepsza okazja, aby spróbować czegoś nowego. Nie ważne, czy będzie to nieznane Ci wcześniej danie, czy może lekcja windsurfingu. Zbierz znajomych i odważ się na to! Kto wie, może to właśnie to stanie się Twoją nową pasją?

     

    Kolekcjonuj wspomnienia

     

    Rób wiele zdjęć i nie bój się wrzucać ich na swojego Facebook’a, czy Instagrama. Pamiętaj jednak, że to życie chwilą jest najważniejsze, więc nie pozwól, aby robienie zdjęć pozbawiło Cię radości z przeżywanych momentów.

    Rejs morski to idealny pomysł na wypad z przyjaciółmi

  • Jak zrobić świetne zdjęcie podczas rejsu morskiego?

    Jak zrobić świetne zdjęcie podczas rejsu morskiego?  – Poradnik

    Nie ważne czy zdjęcia robisz czysto hobbystycznie, czy prowadzisz swój profil na Instagramie/Facebook’u i chcesz go wzbogacić o  wyjątkowe zdjęcia. Ważne, byś czerpał/czerpała z ich robienia jak największą frajdę, a efekty Twojej pracy cieszyły oczy. Przygotowaliśmy dla Was krótki poradnik o tym, jak wykonać świetne zdjęcia z rejsów morskich.

     

    Najlepszy aparat to ten, który masz pod ręką!

     

    Nie ważne czy jest to droga lustrzanka, czy po prostu Twój smartphone. Istotne jest to, że masz go aktualnie w zasięgu ręki i możesz uchwycić nim niepowtarzalne chwile. Aktualnie telefony komórkowe dysponują tak zaawansowanymi aparatami, iż jakość wykonanego smartphonem zdjęcia powinna być całkowicie zadowalająca.

    Czysta soczewka to podstawa

    Chyba każdy z nas miał kiedyś sytuację, że po zrobieniu zdjęcia okazało się ono nieostre lub lekko przymglone. Często jest to spowodowane tym, iż soczewka naszego aparatu nie była idealnie czysta. Warto pamiętać o tym, aby przed wykonaniem zdjęcia lekko ją przetrzeć, co sprawi, że nasze zdjęcia będą ostre i wyraziste, a my będziemy mogli się cieszyć z kolejnej udanej fotografii.

    Zdjęcie zachodu słońca podczas rejsu morskiego

    Eksperymentuj z różnymi kadrami

     

    Nietypowy, kreatywny kadr potrafi zmienić zdjęcie  na pozór ordynarnego obiektu w istne dzieło sztuki. Jeżeli będziesz musiał/musiała położyć się na ziemi, zrób to. Jeżeli będziesz musiał/musiała odejść kilkaset metrów, zrób to! I wierz mi, że końcowy efekt będzie tego warty.

     

    Puść wodzę fantazji i po prostu rób zdjęcia!

     

    Nie ograniczaj się. Próbuj. Bądź kreatywny. Wtedy na pewno któreś ze zrobionych przez Ciebie zdjęć wyjdzie. A te mniej udane? Nimi się nie przejmuj! Przecież z każdym kolejnym zdjęciem stajesz się coraz lepszy/lepsza w fotografowaniu.

     

    Edycja potrafi czynić cuda

    Nie ograniczaj się jedynie do filtrów dostępnych na Instagramie. To tylko jedna z dostępnych aktualnie opcji edycji. Eksperymentuj z  nasyceniem i jasnością, a uzyskasz niepowtarzalne efekty. Pamiętaj jednak, żeby nie przesadzić 😉

    Zdjęcie z rejsu morskiego

     

    Zachęcamy Was do śledzenia nas na Insgragramie, gdzie znajdziecie wiele zdjęć z rejsów morskich!

  • 5 sposobów na pakowanie się na rejs morski – praktyczny poradnik

    Rejs morski to niezwykła przygoda, która pozwala odkrywać piękno morza i poczuć wolność z dala od codziennego zgiełku. Jednak zanim ruszymy w drogę, czeka nas jedno z najważniejszych zadań – pakowanie. Dla wielu osób to wyzwanie, zwłaszcza gdy miejsca na jachcie jest niewiele. Jak się spakować, by mieć wszystko, co potrzebne, a jednocześnie nie przesadzić? Oto pięć sprawdzonych sposobów na skuteczne pakowanie się na rejs morski.

     

    1. Wybierz odpowiednią torbę – miękka zamiast walizki

    Na jachcie przestrzeń jest ograniczona, dlatego twarde walizki mogą okazać się bardzo problematyczne. Jachty zazwyczaj nie mają miejsca na ich przechowywanie, a przesuwająca się walizka może utrudniać poruszanie się po pokładzie. Zamiast tego zdecyduj się na miękką torbę lub worek żeglarski. Takie torby łatwo dopasowują się do dostępnej przestrzeni i są wygodniejsze do transportu.

    Jeśli martwisz się o porządek w swojej torbie, użyj organizerów podróżnych. Dzięki nim Twoje ubrania i akcesoria będą posegregowane, a Ty zaoszczędzisz czas na ich szukaniu. Sprawdź nasze odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania o rejsy jachtem!

    Jak spakować się na rejs morski

    2. Pakuj się z myślą o minimalizmie

    Podstawowa zasada rejsu: im mniej rzeczy, tym lepiej. Choć łatwo wpaść w pułapkę „a może się przyda”, pamiętaj, że rejs morski zazwyczaj trwa tydzień, a nie miesiąc. Zastanów się, które rzeczy są naprawdę niezbędne.

    Postaw na ubrania lekkie i wielofunkcyjne. Na przykład:

    • Zwiewna sukienka sprawdzi się zarówno na plaży, jak i na wieczorne wyjście do portowej restauracji.
    • Szorty i wygodne T-shirty są idealne na dzień na pokładzie.
    • Cienkie, szybkoschnące materiały to strzał w dziesiątkę – łatwo je wyprać i szybko schną.

    Pamiętaj, że na jachcie łatwo założyć te same rzeczy kilka razy. W razie potrzeby ubrania możesz wyprać, a pralka w porcie zawsze będzie na wyciągnięcie ręki.

    3. Przygotuj się na każdą pogodę

    Chociaż lato na morzu jest ciepłe, wieczory bywają chłodniejsze, a pogoda może się zmieniać. Odpowiednia odzież to podstawa.

    • Na gorące dni zabierz lekkie, przewiewne ubrania, takie jak T-shirty, szorty, kostium kąpielowy i klapki.
    • Na chłodne wieczory warto spakować ciepłą bluzę lub sweter oraz cienką kurtkę przeciwdeszczową.
    • Nakrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne to absolutne must-have – słońce na wodzie jest bardzo intensywne, a wiatr może być zdradliwy.

    Nie zapomnij też o obuwiu. Oprócz klapek przyda się para lekkich butów z antypoślizgową podeszwą – idealnych na pokład jachtu.

    Jak spakować się na rejs?

    4. Ogranicz elektronikę do minimum

    Sprzęt elektroniczny i woda to nie najlepsze połączenie. Chociaż jachty są bezpieczne, zawsze istnieje ryzyko, że coś wpadnie do wody lub zostanie zalane. Telefon, ładowarka i ewentualnie wodoodporna kamera powinny w zupełności wystarczyć.

     

    Jeśli decydujesz się zabrać droższe urządzenia, takie jak tablet czy aparat fotograficzny, zabezpiecz je w specjalnych wodoodpornych etui. Dzięki temu będziesz mógł cieszyć się sprzętem bez obaw o jego uszkodzenie.

    5. Nie zapomnij o podstawowym wyposażeniu

    Oprócz ubrań i elektroniki warto zadbać o inne praktyczne rzeczy, które ułatwią życie na jachcie:

    • Krem z filtrem UV – słońce odbijające się od wody działa silniej niż na lądzie. Polecamy SPF50
    • Ręcznik szybkoschnący – zajmuje mało miejsca i szybko schnie, co na jachcie jest bardzo praktyczne.
    • Środki na chorobę morską – nawet jeśli nigdy nie cierpiałeś na chorobę lokomocyjną, warto mieć pod ręką opaski lub tabletki, szczególnie jeśli trafisz na wzburzone wody.
    • Apteczka podróżna – plastry, leki przeciwbólowe, preparaty na oparzenia słoneczne czy środki odkażające mogą okazać się niezastąpione.
    • Wodoodporna torba na dokumenty – paszport, dowód osobisty, ubezpieczenie podróżne – wszystko to powinno być zabezpieczone przed wilgocią.

    Jak spakować się na rejs morski?

    Pakowanie się na rejs morski to sztuka kompromisu między tym, co niezbędne, a tym, co wygodne. Kluczem jest minimalizm, przemyślany dobór odzieży i zabezpieczenie najważniejszych rzeczy przed wilgocią. Pamiętaj, że rejs to czas relaksu i odpoczynku – zostaw na lądzie nie tylko nadmiar rzeczy, ale i codzienne troski.