W tej drugiej części poradnika opowiemy Wam o naszych przygodach na czterech wyspach: Santiago, Boa Vista, Santa Luzia oraz Sao Nicolau. Każda z nich, ma w sobie coś szczególnego. Jeżeli nie mieliście okazji przeczytać poprzedniej części to znajdziecie ją TUTAJ. Miłej lektury!
SANTA LUZIA
Wypływamy na wieczór. Wieje stabilne 20kts NNE, od razu po wypłynięciu z pięknej zatoki Mindelo dostajemy dużą, około 2-metrową falą. Katamaran pod falę nie idzie. Obranie krótszej trasy, omijającej Sao Vicente od północy jest chyba błędem, dużo łatwiej byłoby opływać ją od południa i nadłożyć kilkanaście mil.
Tak czy inaczej, mniej więcej zgodnie z planem na wieczór rzucamy kotwicę przy południowym brzegu wyspy Santa Luzia (25 mil morskich). Wyspa osłania nas od fali, ale wiatr nie cichnie – przeciwnie, wspina się na niewielkie wzniesienia wyspy i spada z nich na jej zawietrzny brzeg z jeszcze większą (liczniki wskazują 30kts) siłą. Wyspa jest niezamieszkana, od południa plaże wyglądają przepięknie, ale przybój jest na tyle duży, że rezygnujemy z próby desantowania się, wystawiamy wachty kotwiczne i śpimy kilka godzin do rana.
SAO NICOLAU

Z pierwszymi promieniami słońca wypływamy na Sao Nicolau, to przelot na 25 mil morskich. Wiatr dalej 20kts NNE, katamaran półwiatrem idzie 6-7 węzłów, wiec jesteśmy w niecałe 4 godziny. Rzucamy kotwicę w zatoce Tarrafal, tuż przy miasteczku Tarrafal. Zatoka osłonięta (od fali, wiatr nie cichnie), o dziwo kotwiczy w niej już kilka jachtów. Rzucamy kotwicę, jemy śniadanie i na dwie tury wybieramy się na zwiedzanie wyspy. Standardowo – Aluguerem. Miasteczko Tarrafal jest dość ładne, kameralne, znajdujemy tu kilka post-kolonialnych kamienic, kilka baraków, trochę knajp i ze 2 sklepy. Na wyspie zdecydowanie warto zobaczyć wyrzeźbione przez wodę klify i jaskinie na jej zachodnim brzegu (droga prowadzi przez prawdziwe pustkowie, wyschnięte i dzikie, a nasz kierowca w pewnym momencie po prostu zjeżdża z drogi i ciśnie przez to pole, zatrzymuje się i „proszę – to tam”. Pierwsze wrażenie – to jakiś żart, ale rzeczywiście we wskazanym kierunku znajdują się wykute w skale schody), zdecydowanie warto zobaczyć park narodowy Calhau. Po drodze (wspinamy się na jeden z wyższych szczytów wyspy) jest piękny punkt widokowy, a sam park jest jakby wyjęty z zupełnie innego świata. Bujna, tropikalna roślinność, dookoła zieleń, kwiaty – kontrast z wysuszonym krajobrazem wysp jest niesamowity. Jeśli starczy czasu warto zjechać dalej tą samą drogą w dół do Ribeira Brava – stolicy wyspy. Po drodze mijamy dość żyzną dolinę i plantacje bananów.
Po zwiedzaniu, kupujemy od rybaków na miejscowym nabrzeżu świeżą rybkę (super tanio!), noc spędzamy na kotwicy (trzeba zregenerować siły) i wyruszamy dalej następnego rana po śniadaniu. Czeka nas długi przelot na Boa Vistę (100 mil morskich).
BOA VISTA

Niestety kalkulując trasę trochę się przeliczyliśmy (wiatr odkręcał na NE i momentami ledwo łapaliśmy bejdewind) i żegluga zajmuje nam nieco ponad dobę, na miejsce przypływamy po południu po całym dniu, nocy i poranku żeglowania. Rzucamy kotwicę w malowniczej zatoce Sal Rei, w porcie określanym przez jachtową locję jako „południowy” – tj między miastem a wysepką Ilheta de Sal Rei.
Zatoka jest spokojna, dość płytka, zafalowania nie ma, wiatr standardowy, ale stały. Rzucamy dwie kotwice i po krótkim odpoczynku tym razem wszyscy postanawiamy zejść na ląd. Ponton strandujemy na piaszczystej plaży na południe od miasta i zostawiamy pod opieką miejscowego właściciela baru/szkółki windsurfingowej (o dziwo nic za to nie chce). Plaża – przepiękna, piaszczysta, pusta – bawi się na niej na drewnianych topornych deskach kilka miejscowych dzieciaków. W miasteczku jemy pyszną kolację w knajpie z widokiem na zatokę (na dużym tarasie na dachu).
W nocy odpoczywamy, a następny dzień w całości postanawiamy spędzić na zwiedzaniu wyspy. Tym razem – na quadach 🙂 Paradoksalnie nie tak łatwo znaleźć 4 quady, udaje się nam to dopiero przez pośrednika, który łapie nas gdzieś na głównym placu miasta, potem zawozi jeepem na obrzeża (slumsy rodem z tych przedstawionych w filmie „Dystrykt 9”). Tam wsiadamy w końcu na upragnione quady i uzbrojeni w małą papierową mapkę wyruszamy! Wybieram trasę najpierw na północ, później wzdłuż wybrzeża – plażą i wydmami na wschód i na południe. Po 30 minutach fenomenalnej jazdy TOTALNIE pustą i przepiękną piaszczystą plażą de Atlanta (to naprawdę niesamowite, nie spotkaliśmy ani jednej żywej duszy, a plaża jest przepiękna, bajkowa) docieramy do jednej ze sztandarowych atrakcji całego archipelagu – wraku frachtowca Cabo Santa Maria. Monumentalny wrak znajduje się jakieś 50m od plaży, w miejscu gdzie głębokość wody wynosi jakieś półtora metra. Warto spieszyć się żeby go zobaczyć, co roku systematycznie obmywające wrak fale zabierają ze sobą jego część, co sprawia że za kilkanaście lat prawdopodobnie zniknie już zupełnie. Po zobaczeniu wraku i szybkiej kąpieli wracamy do głównej drogi, a następnie „na azymut” przebijamy się na południe. Chcemy pojechać wzdłuż wschodniego brzegu wyspy, niestety popełniamy strategiczny błąd – nie zabieramy ze sobą zapasu paliwa, a w mijanych wioskach nigdzie nie można go znaleźć. Dojeżdżamy więc do wioski Fundo de Figueiras (ta wioska i poprzednie dwie są przepiękne, kolorowe i autentyczne) i z uwagi na niski stan baku zawracamy do zachodniego wybrzeża wyspy.
Na Boa Vista znajduje się autentyczna i pełnowymiarowa pustynia. Nam niestety nie udaje się tam trafić, kierujemy się prosto na Rabil – dawną stolicę (nic specjalnego) i z powrotem do Sal del Rei. Mimo, że nie udało nam się zobaczyć wszystkiego co chcieliśmy i wróciliśmy nieco wcześniej niż planowaliśmy, jesteśmy bardzo zadowoleni – quady na Boa Vista – totalnie warto. Mamy czas na kąpiel, oglądamy też ruiny starego fortu na Ilhet de Sal Rei, jemy kolację i stawiamy żagle – kierunek: Santiago!


SANTIAGO
Z Boa Vista na Santiago przelot był bardzo przyjemny. 80 mil morskich z wiatrem od rufy na samym foku zrobiliśmy w jedną noc – na miejscu byliśmy koło 11 rano następnego dnia. Kotwice rzuciliśmy w zatoce Tarrafal na północnym zachodzie od Santiago.
Zatoka jest przepiękna – każdemu polecam serdecznie właśnie to miejsce. Piaszczysta plaża, piękne widoki, bardzo przyjemne i tętniące życiem miasteczko na brzegu, liczne knajpki, naprawdę warto.
My z uwagi na brak czasu uznaliśmy, że nie będziemy płynąć na południe do Prai (stolica i największe miasto Wysp Zielonego Przylądka), postanowiliśmy udać się tam drogą lądową – aluguerem. Tym razem zamiast standardowego pick-up’a trafił nam się busik. Musieliśmy przejechać ponad 100km na samo południe wyspy, nową i dobrą drogą. Po drodze minęliśmy piękny i żyzny park narodowy Serra Malagueta, a do Prai dotarliśmy po półtorej godziny jazdy. Z ciekawostek – miasto otoczone jest autostradową obwodnicą, a na niej… raźno maszerują krowy:) Ksiązkowy przewodnik poleca odwiedzić Ciudad Velha – starą stolicę archipelagu, ponoć spustoszoną niegdyś przez piratów i od tego czasu opuszczoną, wpisaną na listę Unesco. Pojechaliśmy. Na górze mała forteca z płatnym wstępem. Na dole bynajmniej nie opuszczone miasto, z kilkoma starymi kościółkami, ruinami katedry i masą tandetnych blaszanych chat. Nie jest jakoś super-brzydko, ale też nie poraża to pięknem. Z kolei Praia – stolica – to wielkie rozczarowanie. Ciągnące się kilometrami slumsy, kilka budynków rządowych, zero klimatu. Jedyną wartą zobaczenia rzeczą bym tam targ warzywny, ale takich targów akurat jest w innych miastach też sporo. Pokręciliśmy się pół godziny po „centrum” i było już na tyle późno, że musieliśmy wracać z powrotem do Taraffal.

Podsumowując – całą wycieczka na pewno nie warta zachodu. Dużo fajniej byłoby zostać dłużej w klimatycznym Taraffal i wybrać się na wycieczkę (choćby pieszą) do parku Serra Malagueta. Takie ostrzeżenie dla innych, którzy będą pływać po Cabo w przyszłości.
Tym sposobem dotarliśmy do końca drugiej części naszego poradnika żeglarskiego po Wyspach Zielonego Przylądka. Którą z wysp najbardziej chcielibyście odwiedzić? Santiago, Boa Vista, Santa Luzia a może Sao Nicolau?
Chętnie odpowiemy na wszelkie pytania związane z naszą wyprawą. Śmiało zadawajcie je w komentarzach!
Następną, ostatnią już część poradnika znajdziecie TUTAJ.
Dodaj komentarz